Rozdział IV ,,Pożałujesz"
- Tak Garn… Hermiono.
– poprawił się, nie chciał aby maska Mistrza Eliksirów powróciła na jego twarz.
Już nie długo wszystko miało się zmienić, musiał nad tym zacząć pracować już
teraz.
- Co profesor tu robi?
– otarła łzy uśmiechając się do niego lekko.
- Czy to ważne? Chodź
za rogiem jest kafejka, napijesz się czegoś, ochłoniesz. – chciała pokręcić
głową w proteście, ale widząc spojrzenie nauczyciela grzecznie przytaknęła.
Snape pomógł jej wstać. Teraz mógł jej się przyjrzeć. Mimo zapuchniętych,
czerwonych oczu wyglądała ślicznie. Długie rzęsy co chwila przysłaniały
czekoladowe oczy, na policzkach lekki rumieniec, pełne czerwone usta. Miała na
sobie obcisły biały top, który podkreślał jej szczupłą talię i krągłe piersi.
Czarna niedługa spódniczka odkrywała długie, zgrabne nogi. Taak, Granger nie
była już takim brzydkim kaczątkiem jak w dniu, kiedy trafiła do Hogwart. Teraz
byłą łabędziem… Królową Łabędzi. Szkoda tylko że tych czarnych, przemknęło mu
przez myśl. Dziewczyna nie odzywała się w drodze do kawiarenki. Zajęli miejsce
pod oknem. Usiedli naprzeciwko siebie.
- A więc co się stało
panno Granger? – łagodnie spytał.
- Nic profesorze. –
wyszeptała, a po jej policzku spłynęła łza. Mała, krystaliczna i tak strasznie
piekąca. Snape odruchowo otarł ją dłonią.
- Coś państwu podać?
– do ich stolika podeszła kelnerka.
- Sok pomarańczowy –
rzucił od niechcenia Severus.
- A dla pani? –
kobieta spojrzała w stronę dziewczyny.
- Nic, dziękuję. –
wykrztusiła drżącym głosem.
- Granger nie
wygłupiaj się. – warknął na nią.
- To poproszę gorącą
czekoladę.
- Za chwilę przyniosę
wszystko. – grzecznie powiedziała i odeszła.
- No więc Hermiono co
doprowadziło cię do takie stanu? – spytał już cieplej.
- Alex. – ukryła
twarz w dłoniach. – My… pokłóciliśmy się.
- Zrobił ci coś? –
zapytał ostrzej, świdrując ją swoimi czarnymi oczami. Nie odezwała się.
- Hermiono co się
stało? – ponowił pytanie.
- My… Ja… Cieszyliśmy
się że tak długo się nie widzieliśmy i… zaczęliśmy się całować… Później on… -
urwała, nie umiała opowiadać o tym co się stało zwłaszcza jemu. Snape’owi. Temu
zgorzkniałemu kawalerowi.
- Co on ci zrobił? –
wysyczał. Co ten idiota zrobił tej dziewczynie. Niech ja go tylko dorwę!
- Nic…Chciał… Chciał
się ze mną kochać… Ale… - ponownie zaczęła płakać, Snape złapał jej drobne
dłonie i uścisnął lekko.
- Uciekałaś mu tak? –
nadzieja w jego głosie była wyczuwalna nawet dla zapłakanej gryfonki.
- Tak. – jej krótka
odpowiedź sprawiła, że kamień spadł mu z serca. Temu dziecku nic się nie stało.
Ten kretyn nic jej nie zrobił na szczęście.
- Bogu dzięki. –
stwierdził z wyraźną ulgą.
- Profesorze?
- Tak, dziecko? –
zwrócił się do niej ciepło.
- Nie wspomni o tym
pan nikomu, prawda? – wyczuł w jej głosie desperacką prośbę.
- Pod jednym
warunkiem. – upił łyk soku. – Jeśli coś się stanie podobnego przyjdziesz do
mnie i mi powiesz. Jeśli będziesz miała jakiś problem to pamiętaj, że możesz na
mnie liczyć. – w jej czekoladowych oczach zauważył nieme pytanie, dlaczego o to
ją prosi.
- Dobrze profesorze.
– a jednak powstrzymała się przed zadaniem pytania. Severus szczerze się z tego
cieszył, nie był jeszcze gotowy na tą rozmowę.
- Dziękuję. –
wyszeptał i przez jedną, krótką chwilę zauważyła w jego oczach ból i panikę.
- Coś się stało? –
jej twarz przybrała tak łagodny wyraz twarzy, że Snape miał ochotę jej wszystko
teraz opowiedzieć. Ale wiedział, że było na to za wcześnie.
- Tak. Dowiesz się o
tym, możesz być pewna. Ale nie teraz. – uśmiechnął się gorzko.
- Naprawdę? Powie mi
pan? – zaskoczenie malowało się wyraźnie na jej owalnej twarzyczce.
- Nie ciesz się tak,
to nic przyjemnego.
- To dotyczy
Voldemorta? – skinął tylko w odpowiedzi, dziewczyna była naprawdę bystra,
bystrzejsza niż się spodziewał.
- Profesorze czy to
chodzi o Harrego? – no tak, przyjaciele zawsze na pierwszym miejscu, nigdy jej
własne dobro. Jak ta gryfonka z prawdziwego zdarzenia miała być córką takiego
potwora jakim był Czarny Pan? To przecież dwie inne bajki. Jak piękna, młoda,
wierna przyjaciołom miała być dzieckiem tej obleśnej, myślącej tylko o sobie
jaszczurki. Absurd.
- Nie, o żadnego z
twoich przyjaciół. – Od razu zabezpieczył się, myśląc że uniknie kolejnych
niewygodnych pytań.
- A więc o mnie? –
widział w jej oczach strach, bała się i wcale się jej nie dziwił.
- Tak, Hermiono. –
spojrzał na zegarek. Było przed siódmą. – Chodź odprowadzę cię do domu, na
pewno się o ciebie martwią.
- Nie trzeba
profesorze. Sama trafię. Nie musi się pan fatygować. – grzecznie powiedziała.
- Ale chcę. –
zostawił na stoliku pieniądze i wskazał jej na wyjście. Dziewczyna posłusznie
wstała i poszła za nim. Szli koło siebie nie odzywając się do siebie. Ten
krótki czas spędzony w swoim towarzystwie był dla nich obojga nowym doświadczeniem.
Hermiona była zdziwiona zachowaniem tego wrednego na co dzień Mistrza
Eliksirów. Wiedziała, że profesor był dobry aktorem, nigdy nie ściągał swojej
maski a teraz… Dlaczego zaufał właśnie jej? Co sprawiło, że uratował jej życie…
No fakt Czarny Pan, miał w związku z nią jakąś misję tyle się dowiedziała ale
poza tym? Nie kazałby mu przecież być miłym dla szlamy…
Severus uśmiechał się
do siebie w duchu, ten czas spędzony w towarzystwie dziewczyny wbrew pozorom
wydawał mu się nawet miły. Była bystra, inteligentna i przede wszytymi nie
irytowała go niepotrzebnie jak to lubił robić Albus. Miło się na nią patrzyło.
Tylko jak to się wszystko między nimi ułoży? Jak Hermiona zareaguje na wieść o
tym, że ma z nim być? Bał się jej odtrącenia, zwłaszcza po dniu dzisiejszym.
Polubił ją. Nie chciał, żeby patrzyła na niego ze wstrętem. Nawet nie zauważył,
gdy byli już pod domem tego blondwłosego kretyna.
- Miona! – do
Hermiony podbiegła rudowłosa latorośl Weasley’ów. – Gdzie byłaś? Martwiliśmy
się o ciebie!
- Mała przechadzka. –
lekko uśmiechnęła się i spojrzała kątem oka na nauczyciela, który stał teraz z
założonymi rękami. Jego twarz przyozdobiła maska obojętności.
- Profesor Snape? –
wykrztusiła Ginny, przypatrując mu się uważnie.
- Jak widać panno
Weasley. –sarkastyczny uśmiech pojawił się na jego twarzy.
- Aniołku! – teraz
podbiegł do nich Alexander, który podobnie jak Ruda nie zauważył, a może lepiej
nie poznał swojego profesora eliksirów. Severus zauważył, że Hermiona się
cofnęła do tyłu. Stanął pomiędzy nią a chłopakiem, który właśnie do nich
dobiegł.
- Profesor? –
oniemiały zamrugał oczami na widok Snape, pozbawionego szkolnej togi, ze
schludnie spiętymi włosami i w mugolskich stroju.
- Czyżby pan panie
Swan był aż tak głupi? – nic nie mógł poradzić na to, że irytacja na tego
blondasa wzięła nad nim górę. – Panno Weasley proszę zająć się przyjaciółką. –
zwrócił się w stronę Ginny. – Swan ty zostajesz. – z odrazą spojrzał na
chłopaka. – Hermiono, pamiętaj co mi obiecałaś. – jego głos stał się odrobinę
łagodniejszy, dziewczyna skinęła głową z uśmiechem. – Idźcie już dziewczęta. –
wzrokiem odprowadził je do drzwi.
- Panie Swan jeśli
jeszcze raz powtórzy się to co dzisiaj miało miejsce obiecuję, że pożegna się
pan ze szkołą. Łącznie z tym, że dostanie pan wilczy bilet.
- Nie wiem o czym
profesor mówi. – w jego zielonych oczach pojawiła się odraza.
- Dobrze wiesz
gnojku. – złapał go za kołnierzyk i wysyczał, niemalże identycznie jak Lord
Voldemort – Jeśli jeszcze raz tkniesz dziewczynę, a ona nie będzie chciała, to
gorzko tego pożałujesz.
- Skąd… ? –
przerażenie malowało się na jego twarzy.
- Mniej wiesz dłużej
żyjesz idioto! Idź to domu. Jeśli coś jej zrobisz, osobiście dopilnuję, żebyś
tego popamiętał. – odwrócił się na pięcie i aportował do Hogwartu.
Po raz kolejny tego
dnia stanął na polance. Skierował się do zamku. Teraz po spotkaniu z dziewczyną
był gotowy na rozmowę z Albusem, chociaż nie należała ona do przyjemności tego
dnia.
- Koktajl bananowy. –
mruknął stając przed chimerą. Posąg odsunął się robiąc mu miejsce, wdrapał się
szybko po schodach i zapukał ozdobne drzwi. Ciche pozwolenie upewniło go, że
jest wyczekiwany w gabinecie.
- Witaj dziecko. –
przywitał go Dumbledore.
- Dzień dobry
profesorze. – Och, jak on nienawidził jak Albus nazywał go dzieckiem! Głupi
starzec!
- Usiądź. – I bez
Twojego pozwolenia bym to zrobił, szyderczo pomyślał Severus.
- Wiesz już jak
powiesz do Hermionie? – patrzył na niego spod swoich okularów połówek.
- Tak dyrektorze. –
stanowczo stwierdził, opierając się nonszalancko o fotel.
- Naprawdę? – zdziwił
się starzec.
- Czy ja wyglądam na
idiotę Albusie?
Świetne ! Czekam na więcej. Oczywiście już jutro <3
OdpowiedzUsuń