czwartek, 30 stycznia 2014

Rozdział 10

 To jest rozdział, który zawiera sceny hmmm nie dla dzieci. Dlatego ,kto nie chce tego czytać, popija tekst na czerwono.
Rozdział X - Po przebudzeniu

- Profesorze co zrobimy? – spytał przerażony Dracon, patrząc na twarz Riddle.

Kilka brązowych loków wyswobodziło się z splecionego warkocza i otoczyło jej bladą twarz, pełne usta były lekko uchylone, kończyny bezwładnie leżały porozrzucane na sofie. Wyglądała pięknie, nawet gdy była nieprzytomna, zarówno młodszemu jak i starszemu mężczyźnie zabrakło tchu, gdy przyglądali się jej bezwładnemu ciału.

- Wejdź do mojego składziku, to drzwi po lewej i weź dwie fiolki z eliksirami cucącymi i uspokajającymi oraz regenerującymi. Wszystko masz podpisane, nie stłucz tylko nic i nie siedź tam za długo. – rozkazał.

Sam wziął dziewczynę ostrożnie na ręce, jak gdyby była z porcelany i zaniósł ją ostrożnie do swojej sypialni. Położył bezwładne ciało na czarnej satynie najdelikatniej jak umiał i patrzył się na nią. Jej mlecznobiała twarzy niesamowicie wkomponowywała się w jego, wielkie, szerokie łoże i czarną pościel. Było w niej coś mistycznego, coś odległego. Przypominała mu raczej odległą księżniczkę ze starych ksiąg niż, Wiem-To-Wszystko-Lepiej-Od-Ciebie. Była niesamowicie piękna, nie wiedział nawet kiedy jego dłoń sama zbliżyła się do jej policzka. Poczuł pod palcami jej chłodną, miękką skórę, starał się zapamiętać jej fakturę najlepiej jak tylko potrafił.

- Yyy… profesorze? – usłyszał koło ucha głos Dracona.

Chłopak patrzył jak zahipnotyzowany na swojego profesora, Snape gładził dziewczynę po policzku. Może to jakieś zwidy, przecież Mistrz nigdy by tak nie postąpił i to z tą dziewczyną! Fakt, że była córką Lorda nie mógł przecież, aż tak wiele zmienić. Musiał się odezwać.

- Masz wszystko co chciałem? – spytał.

Jego głos był naturalny, jakby to co robił było najnormalniejszą rzeczą na świecie.

- Tak profesorze. Proszę. – podał mu wszystko do ręki.

Severus ostrożnie wziął od niego specyfiki i drugą rękę włożył pod głowę dziewczyny. Odstawił buteleczki, wolną ręką odkorkował jedną i wlał do rozchylonych ust dziewczyny. Niemalże pieszczotliwymi ruchami gładził jej gardło, żeby dziewczyna przełknęła eliksir. Tak robił z każdym eliksirem. Draco przyglądał mu się uważnie. Teraz był już pewien, że coś jest nie tak.

- Mogę o coś spytać proszę pana?

- Już to zrobiłeś Draco. – delikatnie uśmiechnął się pod nosem, dalej nie odrywał wzroku od dziewczyny. – Więc o co chodzi?

- Co pana łączy z Gran… znaczy z Riddle? – Severus powoli odwracał wzrok od dziewczyny.

- Nie powinno to pana interesować panie Malfoy. – jego głos zmroził blondyna. – Proszę wracać do siebie.

Chłopak spojrzał zaskoczony na swojego opiekuna, ale posłusznie wyszedł z sypialni. Nie wiedział, dlaczego go wyrzucił. Draco nie zasłużył sobie na takie traktowanie, ale z drugiej strony, nie miał się ochoty tłumaczyć temu smarkaczowi. Bo niby po co? On –Mistrz Eliksirów, miał mówić coś temu nieodpowiedzialnemu blondasowi? Za nic w świecie, przynajmniej nie teraz. Spojrzał na dziewczynę, jej klatka piersiowa unosiła się w rytmicznych ruchach. Patrzył na nią zahipnotyzowany, ostrożnie przesunął dłonią po jej szyi. Nie obudziła się. Gładził dekolt, nawet nie zauważył, gdy jego palce wsunęły się dziewczynie pod bluzkę. Czuł pod palcami skórę jej piersi, był zdumiony jak szybko zmieniły twardość pod wpływem jego dotyku. Nie zastanawiając się dłużej pochylił się nad nią, musnął jej usta swoimi. Raz, drugi a potem trzeci. Nie zauważył nawet, gdy zaczął pieścić jej wargi swoim językiem. Oprzytomniał dopiero, gdy dziewczyna jęknęła. Szybko oderwał się od niej, a przynajmniej próbował, bo dziewczyna zwinnym ruchem przyciągnęła jego głowę, do wcześniejszej pozycji. Tym razem czuł, jak ona pieści jego wargi swoim językiem. To było dla niego niesamowite przeżycie, nigdy tego nie robił, a ona zdawała się wiedzieć czego chce. Zdziwiony poddał się, gdy próbowała mu językiem otworzyć usta, czuł jak wiruje on w jego buzi, jak zachęca on go do szaleńczego tańca. Poddał się temu uczuciu. Nie wiedział nawet kiedy, jego ręce zaczęły odpinać stanik dziewczyny. Oprzytomniał dopiero gdy zobaczył jej nagie, okrągłe piersi. Odskoczył od niej jak oparzony.

- Profesorze nie. – jęknęła na wpół przytomna.

- Ubieraj się do cholery Granger! – warknął na nią.

Odwrócił się od niej, nie chciał, żeby zobaczyła w jakim jest stanie. Jego przyrodzenie boleśnie pulsowało.

- Pomóc panu? – szepnęła, stając za nim, przez co o mały włos mężczyzna nie rzuciłby się na nią.

- Wynocha Riddle! – krzyknął.

- Ale ja chciałam pomóc. – w jej oczach zabłysnęły łzy.

Severus prychnął i złapał ją za rękę ciągnąć w stronę łóżka, popchnął ją brutalnie w jego stronę i sam usiadł koło niej.

- Chciałaś pomóc, czyż nie? – zapytał już opanowanym głosem.

Dziewczyna odpowiedziała mu skinieniem, Snape uśmiechnął się drwiąco i złapał jej dłoń. Pokierował ją tak, żeby dotknęła najpierw jego przyrodzenie przez materiał spodni, a później sam rozpiął rozporek i szybkim ruchem ściągnął z siebie spodnie. Został w samych bokserkach.

Hermiona czuła, że się rumieni. Właściwie co ona sobie myślała, pytając czy może mu pomóc? Teraz wpatrywała się zawstydzona w bieliznę nauczyciela, która była nienaturalnie wielka. Tak wielka, widziała już kilku facetów w takim stanie, ale przyrodzenie Snape ledwo mieściło się w bieliźnie. Spojrzała na niego niepewnie.

- I? Panna – wiem – to – wszystko – nie – wie – wszystkiego? – zadrwił z niej nauczyciel.

Przestała pieścić jego przyrodzenie przez materiał, jęknął zirytowany. Powolnym ruchem dłoni, pieszcząc opuszkami jego gładką skórę, wsunęła dłoń pod materiał. Wolną ręką zaś, zsunęła z niego bokserki. Musiała przecież widzieć co robi, nieprawdaż? Jej oczom ukazała się ogromna, przygotowana do działania męskość. Delikatnie złapała ją i zaczęła gładzić powolnymi ruchami. Severus jęknął z rozkoszy, spojrzała na niego i widząc jego nieprzytomny wzrok zaczęła śmielej bawić się jego członkiem. Jej zwinne palce doprowadziły go do szału, kilka minut później Hermiona miała dłonie pokryte nasieniem swojego nauczyciela. To podziało na nią jak kubeł zimnej wody, zwinnym ruchem wyskoczyła z łóżka, zabrała swoje ciuchy i już jej nie było. Zniknęła. Uciekła. Do mężczyzny dopiero po chwili dotarło co właśnie się stało.

Hermiona wybiegła z lochów, zatrzymała się dopiero przed swoimi kwaterami. Sprawnym ruchem różdżki otworzyła drzwi do swojej kwatery i pobiegła do łazienki.

Stanęła przed umywalką i okręciła ciepłą wodę, najpierw starannie zmyła lepką maź z dłoni, a później ochlapała twarz.

Spojrzała na swoje odbicie, lekkie rumieńce, usta lekko opuchnięte. Nieświadomie dotknęła ich i uśmiechnęła się na samą myśl o ich właścicielu, chociaż wstyd jaki ją ogarnął sprawił, że na policzkach pojawiły się czerwone plamy. Ukryła twarz w dłoniach, jak mogła sobie pozwolić na takie zachowanie? I to w stosunku do nauczyciela?! Nie wiedziała jak to się stało, podniosła głowę i usłyszała swój przerażony pisk widząc w nim…

Severus powoli dochodził do siebie, podniecenie opadało. Ale gdy tylko w myślach pojawiła się jego „oprawca” pożądanie rosło niemalże natychmiastowo. Zajęło mu więc kilka minut odzyskanie panowania nad sobą. Gdy wreszcie był w stanie racjonalnie myśleć, wstał i wyszedł ze swoich komnat. Muszę z nią porozmawiać, to byłą jedyna myśl jaka uformowała się w jego myślach.

Nie zauważył nawet, gdy znalazł się w jej komnatach. Nie wiedział jakim cudem, w takim otępieniu złamał jej zabezpieczenia, ale mimo to chwilę później stanął za nią.

- Profesor?! – rumiane policzki Hermiony zbielały natychmiast, a ona sama osunęła się wprost w ramiona nauczyciela, który zaklął siarczyście.


środa, 29 stycznia 2014

Rozdział 9

Rozdział IX - Granger czy Riddle

Wstała od stołu, nie zważając na to, że zostawiła na wpół dojedzone śniadanie. Z dumnie podniesioną głową skierowała się do wyjścia, Harry chciał wstać ale spojrzał na stół ślizgonów najpierw. Draco i jego przyjaciel szybko wstali, widząc reakcję Hermiony. Potter nie chciał się z nimi widzieć, wcześniej niż to konieczne. Stwierdził, że porozmawia z przyjaciółką później, więc chcąc nie chcąc zabrał się za kończenie śniadania.

Hermiona wyszła z Sali pewnym krokiem, ale gdy tylko ją opuściła, mina jej zrzedła, a w czekoladowych oczach zabłysnęły łzy. Właściwie, nie była pewna swojej decyzji, ale z drugiej strony? Czy to miało sens? Nie kochała już go, zrozumiała to właśnie dzisiaj, gdy patrzyła w jego oczy o barwie soczystej trawy. Uczucie wygasło i nic nie mogła na to poradzić. Czuła się pusta, wyprana z uczuć. Zastanawiała się czy tak, czuje się każda osoba kończąca taki długi związek? Nie wiedziała o tym, nikt z jej znajomych nie miał jeszcze takiego stażu jak ona i Al… No może Ruda i Victor, ale oni byli ze sobą dopiero pół roku… To jednak nie rok.

- Mała czekaj! – usłyszała za sobą głos Malfoy’a, niechętnie się odwróciła do niego.

- Co jest? – warknęła patrząc na niego i Zabiniego, który patrzył na nią z lekkim uśmiechem.

- Co się stało? – spytał Dracon.

Blaise patrzył się na Hermionę jakby zobaczył ją pierwszy raz w życiu, jego błękitne oczy co chwilę przysłaniały długie rzęsy. Nie mógł się nadziwić, że wcześniej jej nie zauważył. Była piękna, z tymi czekoladowymi oczami, zadartym noskiem…

- Zerwałam z Alexem. – wyszeptała cicho w głos jej drżał.

Dziewczyna poczuła na sobie spojrzenie Zabiniego, kontem oka widziała jak jej się przypatruje. Powoli odwróciła swoją trójkątną twarzyczkę w jego stronę. Spojrzała na chłopaka, w ułomku sekundy ich spojrzenia odnalazły się. Powietrze wydawało się iskrzyć pod mocą ich spojrzenia, jak gdyby niewidzialne pole magnetyczne wytworzyło się dookoła nich. Wpatrywali się w siebie jak zahipnotyzowani, czas i przestrzeń wydawały się zniknąć. Nie widzieli nic innego tylko swoje oczy.

- Ekhem, Diable, Mała darujcie sobie. – przerwał im Dracon.

Magiczna przestrzeń dookoła nich zdawała się zniknąć, ale oboje czuli ją każdą cząstką swojego ciała. Odwrócili od siebie spojrzenia, twarz dziewczyny przyozdobił lekki rumieniec.

- Dobra wyluzuj Smoku. – odezwał się Zabini, jego głęboki głos trafił do uszu Granger, sprawiając, że na jej ciele pojawiła się gęsia skórka.

- Malfoy, Zabini, Granger co wy to robicie? – doszedł ich jedwabisty głos Mistrza Eliksirów, który pojawił się niezauważalny dla wszystkich.

Spojrzenia trójki szesnastolatków spoczęły na twarzy Mistrza Eliksirów, która jak zawsze nie wyrażała nic. Czarne oczy świdrowały po kolei chłopaków, żeby zatrzymać się na dziewczynie. Przyjrzał się jej uważnie, zobaczył błyszczącą, bezbarwną linię na policzku gryfonki, czekoladowe oczy błyszczały jakoś dziwnie mokro. Czyżby Hermiona płakała? Dlaczego? Musi dowiedzieć się co jest grane, chyba Malfoy nie nagadał jej nic?

- Rozmawiamy profesorze. – odezwał się jego chrześniak.

Odwrócił wzrok od dziewczyny i spojrzał na chłopaka, w jego szarych oczach zobaczył szczerość. A więc to nie on był przyczyną łez Granger? Dziwne…

- Panie Malfoy, panno Granger pójdziecie ze mną. Zabini ty idziesz na lekcję. – ustalił Severus, patrząc na zegarek. Co prawda sam miał lekcję, ale to chyba nie może czekać.

- Dobrze. – skinął głową Diabeł i odszedł rzucając dziewczynie spojrzenie. Severus zauważył w jego oczach jakąś cichą obietnicę. Lata szpiegostwa przydawały się czasem w szkole, spostrzegł też, że dziewczyna posłała mu nieśmiały uśmiech.

- Za mną. – rzucił do dwójki szesnastolatków.

Draco i Hermiona ruszyli za nim bez zbędnych słów, wymieniając się w między czasie pytającymi spojrzeniami, co też mogło chodzić po głowie Snape’owi. Oboje zastanawiali się co zrobili źle.

Dracon patrzył się na powiewającą szatę profesora z lekkim pietyzmem. Postrach Hogwartu odkąd pamiętał był dla niego wzorem… Te jego mimika opanowana do perfekcji, bezbłędna modulacja głosem, bezszelestne poruszanie się. Aparycja tego mężczyzny zawsze mu imponowała, chciał być choć odrobinę podobny do niego.

Hermiona szła z głową pełną myśli, ten rok szkolny zaczynał się od mocnych wrażeń. Najpierw zostaje mianowana Prefektem Naczelnym, później dostaje swoje komnaty koło Tlenionej Fretki, żeby później zakopać topór wojenny z blondynem i zerwać ze swoim ukochanym… Doprawy, sama nie rozumiała tego wszystkiego. A jeszcze dochodził do tego Zabini, jego spojrzenie… Zahipnotyzowało ją do tego stopnia, że przez jedną chwilę, nie widziała nic dookoła. Te niebieskie oczy… Tak niepodobne do oczu Alex’a… Myśląc o Diable nie zauważyła nawet, że wpadła na nauczyciela.

Severus mimo, że szedł przed swoimi uczniami wyczuwał ich aurę, Malfoy był lekko zdziwiony, ale nic ponad to. Dziewczyna była dziwnie rozkojarzona, automatycznie wyczuł, że na niego się przewróci. Odwrócił się i złapał ją wprost w swoje ramiona. Przez moment udało mu się złapać jej wzrok – czekoladowe oczy były pełne niepewności, nigdy tego u niej nie widział, dziewczyna była przecież zawsze irytująco pewna siebie, skąd w niej niepewność?

- Przepraszam profesorze. – wyszeptała, gdy ich twarze były blisko siebie.

Severus był zły, nie dość że musiał ją ratować, to właśnie zauważył, że Granger o zgrozo go podnieca! Patrząc na jej pełne usta, tak bliskie teraz, miał ochotę ją pocałować, chociaż nigdy wcześniej tego nie robił… Pożądał tylko Lily… Kiedyś, dawno temu. A teraz? Czyżby wystarczyła świadomość, że dziewczyna będzie kiedyś jego i już rozbudziła się w nim TA strona? To było do niego nie podobne, on zawsze umiał panować nad reakcjami swojego ciała i duszy, a teraz? Czując w ramionach jej drobne ciało, obudził się w nim dziwny instynkt. Czuł, że za wszelką cenę, musiał bronić tą istotkę. Wypuścił ją jednak, wiedział że Dracon ich obserwuje, a nie mógł pozwolić, żeby coś zauważył. Wbrew pozorom, chłopak znał go bardzo dobrze.

- Nic się nie stało. – odpowiedział jej równie cicho.

Pomógł jej stanąć pewnie na nogach i skinął głową, żeby szli dalej. Draco był już całkiem zdezorientowany widząc jak Snape traktuje Granger, a właściwie Riddle. Jakby nie była tą samą dziewczyną, co jeszcze rok temu. Jakby świadomość, że była ona córką Lorda zmieniała wszystko… Fakt, zmieniała, ale żeby aż tak? Widział jak Snape patrzył na Granger gdy trzymał ją w swoich ramionach, ten błysk w oczach, nigdy go jeszcze nie widział u Mistrza. Czyżby było coś, czego nie wiedział. Musi się dowiedzieć co ich łączyło, a może co nie powinno ich łączyć? Znał Severusa na tyle dobrze, że wiedział o jego podejściu do kobiet. Nie chciał mieć żadnej, nie kochał żadnej, oprócz kiedyś Lily. Czyżby z coś się zmieniło w jego podejściu? Nawet nie zauważył kiedy stanęli pod prywatnymi komnatami Nauczyciela. Jeszcze nigdy tu nie był, zawsze przyjmował go w swoim gabinecie w Lochach, albo w klasie. A teraz mieli wejść do jego domu? Co jest grane? Po raz setny raz w ciągu tej krótkiej drogi, zadał sobie pytanie blondyn.

- Wejdźcie. – swoim jedwabistym głosem powiedział otwierając drzwi do swoich komnat.

Hermiona weszła pierwsza, to co zobaczyła sprawiło, że od razu poczuła się bezpieczna. W dużym salonie panował przyjemny półmrok. Całą jedną ścianę zajmował regał z książkami, w które chętnie by się zagłębiła. Po drugiej stronie był kominek i wielki, czarny fotel. Obok niego stała sofa, tego samego koloru. Na środku stał stół, z dwoma krzesłami. Dziewczyna skierowała się w stronę sofy, Draco podążał za nią podobnie jak Mistrz Eliksirów.

Severus zapatrzył się w ogień, nie wiedział od czego zacząć. Po krótkim jednak namyśle, zaciukał do Dumbledore’a i poprosił o zwolnienie z przynajmniej trzech lekcji podobnie jak dwójkę nastolatków. Nie wiedział ile im to zajmie, a wolał być zabezpieczony.

- Co się stało panno Granger, że pani płakała? – zapytał w końcu. Musiał przecież, jakoś zacząć tą rozmowę.

- Nic takiego profesorze. – spuściła oczy. Nigdy profesor nie zadawał jej takich pytań, no pomijając tą wpadkę na wakacjach…

- Och, doprawy? – uśmiechnął się ironicznie. – Nie pamięta pani o obietnicy jaką złożyła mi pani na wakacjach?

Popatrzył na jej buzię, która byłą teraz lekko zaróżowiona, na czekoladowe oczy, w których nawet odbijający się ogień nie był w stanie ukryć zażenowania.

- Profesorze?

- Tak, dziecko?

- Nie wspomni o tym pan nikomu, prawda?

- Pod jednym warunkiem. Jeśli coś się stanie podobnego przyjdziesz do mnie i mi powiesz. Jeśli będziesz miała jakiś problem to pamiętaj, że możesz na mnie liczyć.

- Dobrze profesorze

- Pamiętam. – przytaknęła, gdy przed oczami stanęła jej rozmowa z profesorem w małej kawiarence.

- No więc? – dalej drążył temat.

- Zerwałam z Alexandrem. – spuściła oczy, unikając spojrzenia dwóch mężczyzn.

- Czy coś ci zrobił? – syknął wyraźnie zirytowany czymś.

- Nie. – szepnęła, chociaż oboje dobrze ją usłyszeli. – Nic, po prostu…

- Tak panno Granger?

- Nie kocham go już i zerwałam z nim.

Severus odetchnął z wyraźną ulgą, co Dracon uważnie zarejestrował. Co się stało na wakacjach? Co Gra… znaczy Riddle mu obiecała, co między nimi było?

- Rozsądna decyzja. – swoim jedwabistym głosem powiedział Severus, przyglądając się jej.

- Profesorze? – odezwał się Dracon, nie wytrzymał tego napięcia, ciekawość byłą w nim bardzo rozwinięta.

- Tak? – Severus podniósł jedną brew do góry i spojrzał na chłopaka.

- Po co właściwie nas tu pan ściągną? Żeby zapytać, dlaczego Granger płakała? To trochę szyte grubymi nićmi nie uważa pan? Nie warto powiedzieć jej prawdy? – głos ślizgona był poważny, od razu postawił, że gra w otwarte karty. Chciał się dowiedzieć, co jest grane i tyle.

- Czyżby panie Malfoy? – Mistrz Eliksirów spojrzał na chłopaka i od razu poznał co chodził mu pogłowie, a więc Draco zauważył moją chwilę słabości? Przeszło mu przez myśl, no ładnie.

- Profesorze proszę powiedzieć o co tu chodzi. – wtrąciła się Granger, która przez chwilę zdawała się być nieobecna.

- Skoro nalegasz. – uśmiechnął się Snape jadowicie. – Jesteś pewna, że chcesz poznać prawdę dziecko?

- Tak. – jej głos brzmiał trochę niepewnie, ale harde spojrzenie jakie posłała nauczycielowi było bardzo wymowne. Panna-Wiem-To-Wszystko chciała znać prawdę.

- Jesteś córką… - Severus nabrał powietrza.

- Czarnego Pana. – dokończył za niego Draco.

- Świetny żart Smoku. – uśmiechnęła się ciepło do chłopaka.

- To nie żart panno Granger, czy właściwie powinienem powiedzieć panno Riddle.

Hermiona patrzyła osłupiała to na jednego to na drugiego, czy oni do reszty oszaleli?! Ona miałaby być córką tej Jaszczurki? To najbardziej głupia hipoteza jaką usłyszała od 6 lat. Przecież jej ukochani rodzice, mama i tata… Oni byli mogolami! Na pewno była ich córką, przecież by jej to powiedzieli gdyby było inaczej! Nigdy nie mieli przecież, przed nią tajemnic. Nie, to nie możliwe. To nie może być prawda… A właśnie przecież jest w Gryffindorze, więc jak ona mogłaby być córką tego ślizgona?!

- Hermiono tak mi przykro. – wyszeptał blondyn.

Czuła, że złapał ją za rękę, że gładził ją swoim kciukiem. A ona powoli zapadała się w nicość, czarne macki łapały ją z każdej strony, twarze przyjaciół, które migały jej w pamięci ustępowały na rzecz Jaszczurki, który śmiał się do niej złośliwie. Nie czuła nic… Nie chciała na to patrzeć, nie chciała, ale musiała… Wreszcie odleciała w niebyt.



Rozdział, napisany z myślą o JEDNEJ komentującej osobie. Anastazja Fill

wtorek, 28 stycznia 2014

Rozdział 8

Dedykowany dla Kasi C Rozdział VIII - Malfoy przyjacielem?

Jasne promienie słońca padły na twarz śpiącej dziewczyny, dokuczały jej do tego stopnia, że otworzyła oczy. Spojrzała na zegarek, była 6.38. Właściwie mogła jeszcze trochę pospać, no ale… Na ósmą i tak jest śniadanie, więc dużo by jej to nie zajęło. Pogładziła dłonią swoją atłasową pościel. Była taka miękka w dotyku, aż chciało się ją czuć pod palcami. Z nie chęcią zwlokła się z łóżka i poszła do łazienki. Wzięła długą, relaksującą kąpiel, w końcu rozpoczynała rok szkolny, musiała mieć siłę. Zrobiła lekki makijaż, włosy splotła w jeden grupy warkocz i ubrała się w szkolne szaty. Z uśmiechem stwierdziła, że brakowało jej tego. Tych szat, tego wstawania… Po prostu szkoły. Była dopiero 7.20. Miała ponad pół godziny, nie chciało jej się już iść do Wielkiej Sali, Ruda pewnie jeszcze się szykowała, Harry z Ronem pewnie spali, a Alex… Jakoś nie pałała wielką radością na myśl spotkania się z chłopakiem Owszem był jej bliski, ale po tym co się stało na wakacjach… Jakoś nie czuła się z nim tak dobrze, łudziła się, że może uda im się to odbudować, ale chyba nie było już co ratować… Jej uczucia były niemalże wygasłe. Usłyszała pukanie. Kto to może być? Przecież, nikt z moich przyjaciół nie wie, gdzie mam swoje komnaty. Myślała. Chociaż? To może być Marta. Otworzyła drzwi.

- Malfoy? – w drzwiach stanął tleniony. Swoje blond włosy miał staranie uczesane, a w szarych oczach, nie było tej pogardy co zawsze, tylko uśmiech był przyprawiony odrobiną drwiny.

- Jak widać. – uśmiechnął się do niej miło. Malfoy miło? Cholera, świat staje na głowie! – Idziesz na śniadanie?

- Malfoy, powiedz jasno o co ci chodzi? – warknęła.

- A o co ma mi chodzić? Kobieto jesteśmy sąsiadami… Jakbyś nie wiedziała. – dodał z ironią. – To co tak bardzo mną gardzisz, że już się bardziej nie da? – popatrzył na nią z miną skrzywdzonego dziecka. Wybuchła śmiechem.

- No dobra, wygrałeś. Idziemy. – wyszła ze swojej komnaty i zapieczętowała ją kilkoma zaklęciami.

- Po co ci takie zabezpieczania? Przecież tu i tak nikt nie może wchodzić. – stwierdził.

- No niby tak, ale jak to mówią przezorny, zawsze ubezpieczony. – uśmiechnęła się do niego. O dziwo chłopak odwzajemnił jej uśmiech.

- Co racja, to racja. – przyznał. – Gran… Hermiono co ty na to jeśli zakopiemy topór wojenny? Właściwie to jesteśmy już prawie dorośli, nie ma co się kłócić, jak jakieś bachory. – przystanął i spojrzał w jej czekoladowe oczy.

- Kim jesteś i co zrobiłeś z Malfoy’em. – wrednie wyszczerzyła się.

- Hermiono poważnie, proszę. – widać, że naprawdę mu na tym zależało. – Tak w ogóle to przepraszam, cię za wszystkie przykrości z mojej strony. – Hermiona jeszcze nigdy nie widziała i nie słyszała, aby Tleniona Fretka, kogoś przepraszała… I to w dodatku – ją… Szalmę… Ale mimo to, uwierzyła mu. Jego głos był naprawdę szczery.

- No dobra Draco. – podała mu rękę, którą ku jej zdziwieniu szarmancko pocałował. Spłonęła rumieńcem.

- Dzięki. – jego szare oczy uśmiechały się do niej jak nigdy, nie było w nich ani krztyny dawnej zawiści.

- Nie ma za co Smoku. – odpowiedziała mu. – Wierzysz, że na powitanie mamy OPCM ze ślizgonami.

- Poważnie? – spytał zadziornie.

- No. I wiesz co tam jest taki, wredny blondas… Kurcze myślisz, że jakoś wytrzymam z tą fretką? – spojrzała niewinnie się uśmiechając.

- Mówisz, że wredny? – z radością zauważyła, że kontynuował jej zabawę.

- I to jak. Aż wytrzymać się z gościem nie da. – teatralnie załamała ręce.

- Jakby ci się będzie naprzykrzał to daj znać. – odpowiedział jej w tym samym tonie.

- Dobra. – uśmiechnęła się do niego promiennie. Jeszcze nigdy z nim tak naprawdę nie rozmawiała. Ku swojemu zdziwieniu Draco był dobrym rozmówcą, umiał żartować, był inteligentny. Harry czy Ron tak nigdy nie potrafili, przy nich zawsze musiała odpowiednio dobierać słowa. Nie wspominając już o Aleksandrze.

- Hermiono, powiedz mi co ty widzisz w tym kretynie Swan’ie? – zapytał ni stąd ni zowąd.

- Szczerze? – popatrzyła się w jego stalowoszare oczy. – Nie wiem Draco.

- To ja mam to wiedzieć? – spytał całkiem poważnie. – Jak dla mnie to debil, podziwiam cię, że z nim tak długo wytrzymałaś…

- Dzięki. – zaśmiała się. – Skoro już się czepiamy tego tematu, to co się stało, że od dłuższego czasu jesteś sam?

- Nie znalazłem, żadnej normalnej laski ostatnio. – wzruszył ramionami, w jego głosie dziewczyna wyczuła gorycz.

- Aż tak źle Smoku?

- Niestety. – stanęli w drzwiach do Sali Wejściowej, Draco puścił Hermionę przodem, a sam wszedł za nią. – Do zobaczenia na OPCM Mała. – pożegnał, klepiąc ją po ramieniu.

- Cześć Smoku. – uśmiechnęła się. Oboje skierowali się do swoich stołów. Hermiona usiadła koło Harrego, Rudzielców i Anny jeszcze nie było. Naprzeciwko nich siedział Alexander.

- Aniołku czy mi się wydawało, że przyszłaś z Malfoy’em? – oburzony spytał jej chłopak.

- Tak, Al. – odpowiedziała mu chłodno, nie patrząc nawet na niego. Zwróciła się do przyjaciela – Harry, gdzie Rudzielce nasze?

- Ron jeszcze nie wstał, a co z Ginn i Anną to nie wiem. – uśmiechnął się przepraszająco.

- Trudno, jak się spało?

- Strasznie źle bez ciebie Kwiatuszku. – zaczął się przymilać Alex..

- Pytałam Harrego. – sarknęła, spoglądając na swojego chłopaka.

- Czy nie uważasz, że przesadzasz Miona? – syknął mrużąc oczy. – Przychodzisz z Malfoy’em i jeszcze mi sceny robisz?

Zielone oczy Alexandra błysnęły wrogo, gdy patrzył na Hermionę. Był zły, nawet wściekły. Miał dość jej zachowania, ale mimo wszystko ją kochał. Patrzył spod przymrużonych powiek, na te czekoladowe oczy, w których zatracił się już 2 lata temu, patrzył na ten zadarty nosek, który teraz marszczył się zdegustowany, gdy dziewczyna patrzyła na niego chłodno. Widział w niej swój świat, swoje życie, mimo że nie układało im się ostatnio… Właściwie to nie chciał się na nią złościć, ale… Ale nie mógł, miał porywczy charakter, a ona?! Jak mogła mu to zrobić?! Im… Jemu i Harremu– tak wiedział, że Potter się w niej kocha… ale czy mógł na to coś poradzić? Właściwie nic? Mógł tylko współczuć koledze…

- Będę się spotykała z tym kim uważam Swan! Czy tego chcesz czy nie. – syknęła.

Patrzyła na niego z obrzydzeniem, jej pełne usteczka były wrednie wykrzywione. Brązowe loki schludnie zaczesane do tyłu, mieniły się w blasku słońca, które przebijało się przez sklepienie Wielkiej Sali.

- Musimy sobie coś wyjaśnić Hermiono. Chodźmy. – wstał od stołu.

Spojrzał na nią wyczekująco, ale dziewczyna uśmiechnęła się drwiąco. Oczy zabłyszczały jej tak… tak niebezpiecznie. Nie wiedział, co się stało z tą Hermioną, którą kochał. Z tą, którą pożegnał się w ostatnim dniu szkoły. Teraz, on była inna. Może miała mu to za złe, że chciał się z nią kochać? Nie… Przecież, mówiła mu że nie.

- Ja nic nie muszę Alex. – zaakcentowała mocno wypowiedziane zdanie.

Severus przypatrywał im się z niepokojem, widział że dziewczyna byłą poruszona rozmową ze swoim chłopakiem, ale coś dziwnego się z nią stało… Takie przynajmniej miał wrażenie, widział jej drwiące spojrzenie, gdy przypatrywała się blondynowi. Była inna. Nie była tą dziewczynką, którą znał. Zastanawiał się, co właściwie się stało? O co im poszło. Spojrzał na stół Ślizgonów, Draco też uważnie przypatrywał się ich rozmowie. Czyżby Smok był w to zamieszany? Będzie musiał z nim porozmawiać.

- Hermiono my musimy porozmawiać. – poprosił.

W jego głosie nie było już złości, zielone ślepia patrzyły się na Hermionę błagalnie, gdy ta z uśmiechem wpatrywała się w chłopaka.

- No cóż, Alex – zaczęła. – Przykro mi, ale NAS już nie ma.

Jej głos brzmiał hardo, przez chwilę w czekoladowych oczach zabłysnął smutek, ale zniknął tak szybko jak się pojawił. Odwróciła wzrok od niego i spojrzała na Dracona, uśmiechając się smutno. Smok odpowiedział jej niepewnym uśmiechem, ale dodało to gryfonce otuchy.

- Co mam on, a czego nie mam ja? – warknął nachylając się nad stołem Aleksander.

- Wiesz, co? On nie chciał mnie zgwałcić, tak jak ty. Taka jest różnica.

Jej złowrogi szept usłyszał tylko Harry, zakrztusił się sokiem dyniowym, który właśnie pił. Czy to prawda? Czy ten Swan chciał ją zgwałcić? Nie potrafił jakoś w to uwierzyć, ale Hermiona nigdy nie kłamała… i to nie w takiej sprawie…

- Ale… - zaczął się tłumaczyć.


- Swan, nie ma ale.

Widzę ,że nie podoba wam się mój blog. Tylko Kasia komentuje. Chciałabym ,żeby jeszcze inni komentowali. Czy to tak trudno wyrazić swoje zdanie .... Anastazja Fill

Rozdział 7

Rozdział VII- Wielka Uczta - oczyma Severusa

Severus ze średnim zainteresowaniem przypatrywał się Ceremonii Przydziału. A więc wszystko się zaczęło… Miał zająć się Granger i Malfoy’em. Jak on sobie da radę… Jeszcze ten głupi pomysł Dumbledore’a, że każdy z nauczycieli dostanie prefekta do pomocy… Właściwie to nie był taki zły, no ale jemu jako opiekunowi należał się Prefekt Naczelny i jeden zwykły… A tu co, zamiast Dracona dostał dziewczynę… Wiedział dlaczego, ale czy to wszystko musiało się aż tak utrudniać? Dlaczego od samego początku musiał zajmować się nią? Nie chciał tego. Całym swoim rozumiem opierał się temu, ale w głębi duszy cieszył się, że będzie mógł poznać dziewczynę… Może stanie się dla niego kimś bliskim? Dosyć Snape, skarcił się. Zauważył, że ceremonia zbliżała się do końca. Jeszcze tylko jedna dziewczynka… Zabini Julia… To Diabeł miał siostrę? I on o tym nie wiedział, spojrzał zdezorientowany na chłopaka, ale ten był pogrążony w rozmowie z tlenionym. Dziewczynka była do niego podobna, tylko te oczy? Czekoladowe… Gdzie on je już widział? No cóż… Starość nie radość… Młodość nie wieczność… Teraz Albus coś gada, o przestał. Posilił się szybko i sączył swój napój przypatrując się nowym uczniom. Chcąc nie chcąc, często spoglądał na pewną gryfonkę. Miał tylko nadzieję, że tego nie zauważyła.

Po uczcie poczekał na Dracona, żeby pokazać mu jego komnaty. Na szczęście chłopak zjadł szybko i nie natrafili na Granger i McGonagall… Tego by jeszcze brakowało…

- I co Draco podoba ci się bycie Naczelnym? – spytał chrześniaka.

- A jak. – wrednie zaśmiał się blondyn.

- Dobra Smoku, hasło to „przebiegłość”. Ja się zmywam. Do zobaczenia jutro. – pożegnał blondyna i skierował się do swoich komnat, które o zgrozo były kilka metrów dalej. Właściwie to jeszcze do niedawna miał je w lochach, ale w tych okolicznościach… Hm… Musiał się przenieść, żeby być bliżej tej uroczej parki… Ehh… Co za życie?! Wymruczał swoje hasło i od razu skierował się do sypialni. Na swojej czarnej pościeli zobaczył list.

Od razu poznał czyje to pismo – Voldzio. Czy ten drań akurat dzisiaj musiał się odezwać? Przeklęty! Otworzył Kopertę.

Severusie!

Pamiętaj o przysiędze, przygotuj dziewczynę,

Że ma przyjechać do Riddle Manor na Gwiazdkę.

Nie obchodzi mnie, żadne ale…

Chcę poznać córkę!

Powiedz młodemu Malfoy’owi,

Że ma się zająć kuzynką.

Lord Voldemort

Szlag! Zaklął Severus, no ładnie… Co on powie Malfoy’owi? Że ta Granger, okazała się być jego kuzynką? Musi z chłopakiem pogadać… Dobrze, że oboje są teraz Prefektami… Trzeba będzie im przydzielać wspólne zadania… Z kim najpierw pogadać? Z dziewczyną czy z nim? Chyba z chłopakiem. Chcąc nie chcąc zwlókł się z łóżka i wyszedł ze swoich komnat. Bezszelestnie poruszał się po korytarzu, tak że gdy zapukał do drzwi, echo rozniosło się po skrzydle.

- Profesor? – chłopak stał z ręcznikiem owiniętym na głowie, w zielonym szlafroku z lekko głupkowatą miną.

- Wpuścisz mnie czy mam stać na korytarzu? – syknął nauczyciel.

- Proszę. – wpuścił profesora do swoich komnat, jak Severus zauważył standardem przewyższały nawet jego… Ciekawe czyja to zasługa, no ale nie pora się tym zastanawiać… Podszedł do stołu i usiadł przy nim, machnął różdżką i pojawiły się dwie szklanki i Ognista.

- Siadaj. – powiedział do oniemiałego Dracona. – Nie mów, że nie pijesz, bo i tak ci nie uwierzę. – chłopak posłusznie usiadł, a Severus nalał im po pół szklanki złocistego płynu.

- Coś się stało profesorze? – spytał.

- Co myślisz o Granger? – nie owijał w bawełnę, Smok mimowolnie zakrztusił się.

- Słucham? – jego stalowoszare oczy były nienaturalnie duże.

- Lubisz ją?

- Mam lubić szlamę? – pogarda jaka zabrzmiała w jego głosie była wyraźnie słyszalna.

- No i tu mamy problem Malfoy. Granger to nie szlama. – zaakcentował ostatnie zdanie, świdrując chłopaka czarnymi oczami.

- To kim ona jest? – z ciekawością popatrzył się na nauczyciela.

- Córką Czarnego Pana Draco. – odpowiedział z lekką frustracją.

- Granger córką Lorda? – powtórzył ogłupiały, przeczesał swoje na pół suche włosy i wpatrywał się w Mistrza Eliksirów.

- Tak, właściwie to Granger długo nie zostanie… Lord pewnie będzie chciał, żeby zmieniła nazwisko. – z ukłuciem w sercu odpowiedział, zmieni na Riddle, żeby później było Sna… Dosyć, skarcił się w myśli.

- Ale jak to możliwe? – zadał głośno pytanie, które od dawna męczyło samego Severusa.

- Nie wiem. W każdym razie Draco rozkaz pana jest taki, że masz zająć się kuzynką.

- Może jeszcze mam ją uwieść? – zaśmiał się wrednie.

- Nie. – kategoryczna odpowiedź profesora uciszyła śmiech tlenionego, wyraz twarzy dorosłego mężczyzny nie zachęcał również do zadania pytania „dlaczego”, na które Smok bardzo chciał znać odpowiedź. Wiedział, jednak że nie należy z nim przesadzać.

- To był tylko żart. – odpowiedział cicho, spuszczając oczy przed piorunującym wzrokiem Snape’a.

- Mam nadzieję. Twoim zadaniem jest też zapoznanie ją z Zabinim i Larios oraz Lenstrange, bo jak mniemam będą oni na Świętach również w Riddle Manor.

- Dobrze profesorze. – przytaknął potulnie, nie miał pojęcia jak to zrobić, ale cóż… Pomyśli o tym później.

- Dobranoc Draconie, pamiętaj o tym, że ona jest twoją kuzynką… Masz się nią zaopiekować. – przypomniał mu wstając od stołu i kierując się w stronę drzwi.

- Oczywiście. Dobranoc profesorze. – grzecznie pożegnał nauczyciela, gdy zamknęły się za nim drzwi.

Severus odetchnął głęboko, a więc nie było tak źle… Spodziewał się gorszej reakcji… Co prawda, będzie musiał pomówić z dziewczyną już niebawem… Ale póki co… Musi się porządnie wyspać. Otworzył swoje apartamenty i od razu skierował się do łazienki. Wziął szybki orzeźwiający prysznic po czym od razu poszedł do łóżka, rzucając się na nie niczym kłoda.

Jak to będzie? Zadał sobie pytanie patrząc tempo w kotary swojego łóżka. Czy ona mnie zaakceptuje? Czy w ogóle zaakceptuje to, że jest córką Voldemorta?

Severus usnął z głową pełną myśli

Jak wam się podoba... komentować !!!Anastazja Fill

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Rozdział 6


Rozdział VI  Wielka Uczta - oczyma Hermiony

Hermiona usiadła pomiędzy Rudą a Złotym Chłopcem.

- No nareszcie Miona już myśleliśmy, że się zgubiłaś. – przywitał ją Ron.

- Jasne. – parsknęła zirytowana. – Ja w przeciwieństwie do ciebie mam więcej obowiązków.

- Aniołeczku nie złość się już. – poprosił Aleksander, który dziwnym trafem siedział koło Weasley’a.

- Szaaa. – uciszyła ich dziewczyna widząc wstającego dyrektora.

- Witam wszystkich nowych uczniów i was starzy znajomi. Na początku przed Ceremonią Przydziału chciałbym powiedzieć tylko kilka najistotniejszych rzeczy, reszta po. W tym roku w każdym domu będzie po 3 prefektów. Uczniowie mają się ich słuchać, tak samo jak nauczycieli. Do tego mamy 4 Prefektów Naczelnych, którzy są nad zwykłymi Prefektami. Te zmiany zostały wprowadzone z dwóch powodów, dużo nowych uczniów dochodzi nam w tym roku oraz odbędzie się w szkole Bal Wieku. Na razie tyle zapraszam na Ceremonię Przydziału! – owacje towarzyszyły dobrotliwemu uśmiechowi nauczyciela, gdy ten siadał na swoim „tronie”.

- Gdy kogoś wyczytam, podejdzie do mnie i założę mu tiarę przydziału. – powiedziała McGonagall, która stałą już na środku Wielkiej Sali z wyświechtaną tiarą leżącą na stołku.

- Abbit Mary. – wyczytała pierwsze nazwisko. Rudowłosa, dziewczynka o wielkich zielonych oczach wyłoniła się z tłumu dzieciaków. Niepewnym krokiem podeszła do stołka i usiadła na nim.

- Gryffindor! – rozdarła się tiara na całą salę, Mary uśmiechnięta i zadowolona podeszła do stołu gryfonów, przywitana radosnymi okrzykami.

- Cześć Mała. – uśmiechnęła się do dziewczynki Ruda, gdy ta zajęła miejsce koło niej.

- Cześć. – nieśmiało uśmiechnęła się.

- Anonymus Sander. – wyczytała kolejne nazwisko McGonagall. Wysoki, chudy chłopiec podszedł to niej.

- Hufflepuff! – krzyknął kapelusz. Chłopiec z nietęgą miną podreptał do swojego nowego domu, puchoni przyjęli go gromkimi brawami.

- Alvson Anna. – była kolejna na liście. Średniego wzrostu, ciemnooka i z miłym uśmiechem trafiła do Slytherin’u.

- Boże długo jeszcze? - marudził Ron, patrząc na wciąż dużą grupkę dzieciaków. Ceremonia trwała już godzinę i wszyscy mieli jej dość.

- Ronald uspokój się! – upomniała go Prefekt Naczelna.

- Mionuś wyluzuj. – uśmiechnął się do niej.

- Nie jestem żadną Mionusią! – obruszyła się. Nie nawiedziła jak ktoś do niej mówi Miona, porażka…

- No dobra Miona sorry. – spojrzał na nią swoimi wielkimi, niebieskimi ślepiami.

- Zamknij się Ron. – robiło jej się nie dobrze gdy na niego patrzyła. Spojrzała teraz na środek Sali. Na stołku siedział teraz Malikow Aleksander, po chwili tiara przydzieliła go do Gryffindoru. Jak Hermiona zauważyła, do gryfonów i ślizgonów dołączyło już po 30 dzieciaków… Krukoni i Puchoni mieli jakiś zły połów, w tym roku. Nie była z tego faktu zadowolona… Tyle dzieciaków do pilnowania. Spojrzała przelotnie na stół nauczycielski. Profesor Snape siedział dziwnie zamyślony, tempo wpatrując się w jakiś punkt, którego nie potrafiła zlokalizować. Reszta nauczycieli z mniejszym lub większym zainteresowaniem przypatrywała się Ceremonii.

- Zabini Julia. – mała ciemnowłosa dziewczynka jako ostatnia została przydzielona. Trafiła do Slytherin, nikogo to chyba jednak nie zdziwiło…

- To Zabini ma siostrę? – cicho spytała Ruda przyjaciółkę.

- A bo ja wiem. – Hermiona wzruszyła ramionami. Przyjrzała się im, faktycznie była trochę podobna do niego. Z małymi wyjątkami, miała czekoladowe oczy i bardziej zadarty nosek. Nie zauważyła, że wstał dyrektor, dopiero słysząc jego głos odwróciła się w stronę podium.

- Jeszcze raz, witam nowych uczniów. Pierwszoroczni niech wiedzą, że do lasu wstęp jest absolutnie zabroniony. Nie wolno pojedynkować się na korytarzach i przebywać na nich po 22.00. Prosi się o nie korzystanie z przedmiotów pochodzących z Magicznego Sklepu Weasley’ów. Nabory do drużyny Quidditcha odbędą się w przyszłym tygodniu. Ogłoszenia będą wywieszone w domach. Przypominam Prefektom że jutro mają spotkanie z nauczycielami o 15.30. To tyle. Smacznego! – ledwo skończył mówić, a hogwardzkie stoły ugięły się pod potrawami. Wszyscy jak jeden mąż zabrali się za jedzenie.

- Smacznego. – rzuciła Hermiona do przyjaciół, nakładając sobie pieczone udka i ziemniaki na srebrny talerz.

- Acznego. – z pełną buzią wysapał Ron.

- Jesteś obrzydliwy Ronald! Masz dawać przykład dzieciakom! A ty co?! – zbulwersowała się Hermiona.

- No czo? – kawałek mięsa wypadł mu na talerz. – Zjeść nie można? – spytał już połykając to co miał w buzi.

- Zjeść, owszem. Ale nie jeść jak świnia. – popatrzyła na niego z odrazą.

- Na szczęście oprócz niego jest jeszcze dwóch prefektów, więc nie przejmuj tym głupkiem. – szybko powiedziała Ginny, widząc że jej brat otwiera znowu pełną buzię.

- Panno Granger, panno Weasley. – usłyszały za sobą głos Opiekunki Domu Lwa. Odwróciły się do niej.

- Tak pani profesor? – równocześnie spytały, na co na twarzy surowej profesorki pojawił się lekki uśmiech.

- Tu macie plany, rozdajcie je uczniom. Hermiono poczekaj na mnie po uczcie, dobrze? Pokażę ci twoje kwatery. – zwróciła się do starszej.

- Dobrze. – przytaknęła dziewczyna.

- Ginny tu masz plany od 1 do 3. Hermiono ty od 4 do 7. Rozdajcie je proszę teraz. A i hasło do wieży brzmi „Fidus”. – pokiwały głowami na znak, że rozumieją i odeszły od stołu, rozdając plany uczniom.

- No nie, porażka widziałaś że jutro pierwsza lekcja to OPCM ze ślizgonami. – jęknęła Anna, przyjaciółka Hermiony z roku.

- Damy radę. – pokrzepiła ją uśmiechem i kontynuowała zajęcie. Gdy udało im się rozdać wszystkie plany, zauważyła, że dyrektor ponownie wstał, a stoły zalśniły czystością.

- No mam nadzieję, że wszyscy już najedzeni. A teraz dobranoc. Śpijcie dobrze! – dobrodusznie pomachał im ręką. Widząc, że starsi wyrywają się do przodu dodał tylko. – Najpierw wychodzą prefekci z klasami pierwszymi i drugimi. – Starsi niechętnie usiedli na swoich miejscach. Ron, Ginny i Harry niechętnie ruszyli pilnując swojej grupki dzieciaków.

- Siostra a ty? – spojrzał na Hermionę Harry.

- Ja czekam na McGonagal, czekajcie na mnie w Pokoju Wspólnym. Dobrze?

- Jasne Mała. – uśmiechnął się do niej, w jego zielonych oczach pojawił się jednak smutek, więc szybko odwrócił spojrzenie od dziewczyny. Skoro została Naczelnym Prefektem, to oznaczało, że będzie mniej czasu z nimi spędzała. Nie będzie mógł się z nią śmiać i cieszyć jej towarzystwem… No cóż…

Hermiona nie siedziała długo przy stole. Nauczycielka szybko się zjawiła i Hermiona poszła za nią.

- Mam nadzieję, że nie jesteś zła że zostałaś Prefektem Naczelnym? – spojrzała na nią z troską w oczach, gdy tylko znalazły się same na korytarzu.

- Niby dlaczego? – zaśmiała się, a jej dźwięczny śmiech echem rozniósł się po korytarzu.

- I tak masz już tyle obowiązków… Ale nie mieliśmy za dużego wyboru. – dodała cierpko.

- Oczywiście, że nie pani profesor. Nie ma się czym pani przejmować. – Starsza kobieta, zawsze była jej pomocna, odkąd tylko pamiętała… Zawsze była jej mentorką, którą podziwiała niezmiernie.

- To dobrze Hermiono. – zatrzymały się. Dziewczyna nawet nie zauważyła, że dyrektorka poprowadziła ją w Skrzydło Nauczycieli, jak je powszechnie nazywano. Chyba tylko profesor Snape i McGonagall nie mieli tu komnat… A z resztą nie wiedziała tego dokładnie, nie wolno to było przebywać uczniom, nawet Prefektom, tylko Naczelni mogli tutaj przyjść… A tu proszę, czyżby miała tu mieć swoje komnaty? Spojrzała na brązowe drzwi. Srebrna tabliczka z Lwem Gryffindoru głosiła: „Hermiona Granger – Prefekt Naczelny.”

- Tutaj mam swoje komnaty? – spojrzała niedowierzając. – W Skrzydle Nauczycieli?

- Każdy Prefekt ma tutaj swoje komnaty. – uśmiechnęła się znad swoich okularów. – Zobacz, Marta ma naprzeciwko ciebie. – wskazała na czarne drzwi. – Tam ma Alan i Dracon. – pokazała na drzwi znajdujące się trochę dalej. No ładnie, pomyślała Hermiona, Malfoy moim sąsiadem.

- Ale do Pokoju Wspólnego Gryfonów mogę dalej wchodzić? – spytała.

- Oczywiście. Hasło do twoich komnat brzmi: „tulipan”. A teraz rozgość się i wyśpij dobrze. Do jutra. – pożegnała się i odeszła.


- Dobranoc. – rzuciła Hermiona za nauczycielką. Wyszeptała hasło i drzwi otworzyły się przed nią. Niepewnie weszła do środka. Niewielki, ale przytulny salon urządzony z niebywałym gustem, w barwach jej domu. Przed kominkiem stały 2 wielkie fotele, na środku stolik z 4 krzesłami, przykryty złotym obrusem. Po prawej stronie była para drzwi. Otworzyła najpierw jedne. Duża, przestronna toaleta z jacuzzi – no nieźle mi się powodzi, zaśmiała się. Drugie drzwi prowadziły do sypialni. Po środku niej stało wielkie łóżko, z atłasową, krwistoczerwoną pościelą. Podłogę wyścielał puchowy dywan, w nieco bardziej stonowanym kolorze. Podeszła do łóżka i rzuciła się na nie radośnie. Jeszcze nigdy nie miała własnego pokoju… A co dopiero własnych komnat! Jej dom, znajdował się w jednym z londyńskich bloków. Mieli tylko dwa nie duże pokoje, kuchnię i łazienkę. Zawsze spała z rodzicami w pokoju… A teraz?! To był bajer! Ciekawa jestem co powie Ginny, zamyśliła się. Właśnie Ginny, Harry, Alex! Pewnie na nią już czekali, zerwała się z łóżka i szybkim krokiem skierowała się do wieży Gryfonów.

Jak wam się podoba? Komnentujcie. Kolejny rozdział już jutro.