wtorek, 4 lutego 2014

Rozdział 12

 Rozdział XXII

Draco szybko biegł do kwater Granger, nie potrafił myśleć o niej jako Riddle, czy tym bardziej o swojej kuzynce. Co prawda przy bliższym poznaniu musiał przyznać, że była całkiem inna niż sobie ją wyobrażał. Wcale nie była wszechwiedzącą encyklopedią, ale fakt inteligentna była, nawet bardzo. Poza tym umiała się śmiać z siebie i cóż była całkiem ładna, szkoda tylko, że była jego kuzynką… Chociaż to też wydawało mu się dziwne, co prawda wszystkie rody szlachetne były ze sobą złączone, to jednak parowanie było zakazane aż do 4 pokoleń wstecz. A prawdą było, że wszyscy jego przyjaciele byli jego kuzynostwem. Wychodziło więc na to, że Riddle była jego całkiem bliską rodziną. Tylko kim była jej matka? Zaczął się zastanawiać, nie udało mu się jednak nic wymyślić. Zatrzymał się przed jej drzwiami i zaklął w myślach. Jak u licha ma do niej wyjść, skoro nie zna haseł. A ona mogła być dalej nieprzytomna… Zapukał. Odpowiedziała mu cisza.

Hermiona ocknęła się dopiero kilka minut po wyjściu nauczyciela, widząc list od niego poczuła łzy upokorzenia. Jak mógł ją tak potraktować?! Przeklęty cham! Mógł chociaż podziękować, jakoś dać znać, że mu się podobało. Taak, bo na pewno mu się podobało. Dziewczyna była tego pewna, widziała to po nim. Po jego minie. Była jednak idiotką, sądząc, że może być inaczej. Głupi Snape! Podarła list, który trzymała w dłoniach i rzuciła go w płomienie. Zaczęła się zastanawiać nad przyszłością, co jeśli ten Dupek (czyt. Snape) mówił prawdę? Jeśli naprawdę jest córką Voldemorta? Wydawało jej się trochę nielogiczne, ale z drugiej strony? Będąc córką mugoli, była najmądrzejszą czarownicą w swoim pokoleniu. I TO zawsze wydawało jej się dziwne, co prawda w świeci magii takie rzeczy się zdarzają, jednak NIGDY jeszcze nie było takiego przypadku. Każdy czarodziej, którego umysł uznano za wybitny, zawsze był czystokrwisty. Sprawdzała to dokładnie, kilka razy. Dopiero teraz układało jej się to w całość. Skoro jej ojcem był Vol… dalej nie mogła się z tym pogodzić, to wszystko tworzyło idealną całość. Począwszy od Dumbledore’a, który jest najpotężniejszym czarodziejem na świecie, każde pokolenie po nim wydało na świat wybitne jednostki, może i nie tak wybitne i dobre jak on, ale jednak. Po dyrektorze był niewątpliwie jej oj… ekhem, domniemany rodziciel, później Severus Snape, choć co niektórzy złośliwcy twierdzili, że Lily Evans była lepsza (ale była mugolakiem i to już rozwiało wątpliwości Hermiony). A później ona. Zwykła, szara przyjaciółka Złotego Chłopca, która też nie była czarownicą czystej krwi… Jej rozważania przerwało jej pukanie do drzwi. Wolała siedzieć cicho, jeśli to ten Dupek, czuła jak na samo wspomnienie o nim jej oczy wypełniają, małe i zdradliwe słone łzy.

- Hermiona to ja, Smok! – usłyszała donośne wołanie zza drzwi. Niechętnie zwlokła się z łóżka i skierowała w stronę salonu, a później drzwi.

- Co tu robisz Draco? – spytała chłodno. Nie miała ochoty z nikim rozmawiać, a już tym bardziej z jakimś zasranym arystokratą.

- Snape mnie przysłał. – dziewczyna parsknęła wyraźnie zirytowana. – Nie zaprosisz mnie? – uśmiechnął się najbardziej czarująco jak tylko potrafił, ale nawet to nie zmieniło wyrazu twarzy dziewczyny.

- A co jeśli powiem nie? To, że zakopaliśmy topór wojenny i że jesteś całkiem inny niż myślałam, to nie znaczy, że od razu wszystko ci wolno. – gdy kończyła swoją tyradę chłopak zauważył, że jej pewny dotąd głos zrobił się cichszy i jakby zlękniony,

- Ja to zrobię szybko Mała. – pokazał jej język i nie czekając na zaproszenie wszedł do jej komnat. – Ueeee, ale masz tutaj brzydko. – skrzywił się zasiadając w głębokim, purpurowym fotelu.

- Po co tu przyszedłeś? – spytała jeszcze raz blondyna, który zadowolony siedział na jej ulubionym fotelu, zupełnie nic sobie z tego nie robią, że ona prawie zabija go wzrokiem.

- Może usiądziesz? – puścił jej oczko. – To nie wypada, żeby dama stała w towarzystwie mężczyzny.

- Gadaj Malfoy! – warknęła na niego, ale posłusznie zajęła miejsce naprzeciw ślizgona.

- No widzisz słoneczko trzeba nauczyć się słuchać ludzi. – powiedział naśladując głos opiekunki Domu Lwa.

- Jasne. – zaśmiała się, widok Dracona naśladującego McGonagall był przekomiczny.

- Ładniej ci z uśmiechem na twarzy. – zaczął się ponownie przymilać.

- Dobra Smoku, po co cię Snape tu wysłał? - jej głos był zimny, choć uśmiech dalej miała na twarzy.

- Cytuję „idź sprawdź co z twoją kuzynką. Jakby były problemy to zwolnię was z dzisiejszych lekcji”.

- Problemy? Za kogo on mnie uważa?! – zerwała się z fotela i zaczęła nerwowo krążyć po pokoju. – Nie dość, że mówi mi, że jestem córką tej przeklętej Jaszczurki, potem … - nagle urwała, nie mogła przecież tego nikomu powiedzieć. Z resztą to nie było coś, czym chciała się chwalić. – A potem zachowuje się jak skończony Dupek! – dokończyła.

Malfoy patrzył na nią z mało inteligentną miną. Co się stało w ciągu tego czasu, który jego chrzestny spędził z Gryfonką? Tylko jeden, jedyny raz widział ją taką wściekłą. Wtedy w trzeciej klasie jak odstał od niej z pięści. A teraz? Jej czekoladowe oczy wręcz ciskały dookoła błyskawice, a ona sama zdawała się być niebezpieczną, gradową chmurą. Zresztą Severus też wydawał się być w nienajlepszym nastroju. Co tu jest grane?!

- Draco myślisz, że to prawda? – zapytała w końcu. Przestała krążyć po pokoju tylko usiadła przed kominkiem i wpatrywała się w niego tempo.

Chłopak usiadł koło niej choć musiał przyznać, że nie nadąża za jej tokiem myśli. W jednej chwili jest wściekła, w drugiej śmieje się w najlepsze by znowu kipieć ze złości, po czym staje się zagubioną w sobie dziewczynką.

- Naprawdę sądzisz, że mogę być jego córką?

- Możesz być pewna, że w tej sprawie na pewno by nie skłamał.

- Ale Draco to chore, ja nie chcę być śmierciożercą! Już sama myśl, że on jest moim oj… wiesz kim przyprawia mnie o paniczny strach. Co na to moi przyjaciele? Przecież on jest największym wrogiem Harre’ego. – załkała.

- Hermiono spójrz na mnie. – poprosił chłopak, dziewczyna niepewnie podniosła oczy i spojrzała w szaroniebieskie oczy chłopaka. – Nic na to nie poradzisz, wiem że to ciężkie, ale rodziny się nie wybiera. Postaraj się zaakceptować sytuację to będzie ci łatwiej. A co do Pottera… Jeśli, ale tylko JEŚLI jest twoim przyjacielem to nie odwróci się od ciebie. Chociaż nie miałbym nic przeciwko temu. – wyszczerzył się wrednie, co dziewczyna skwitowała rozbawionym parsknięciem.

- Myślisz, że będę musiała zmienić dom? – ślady łez, delikatnie mieniły się w blasku ognia. Draco miał wielką ochotę aby je zetrzeć, ale się powstrzymał.

- Nie wiem Hermiono, to nie zależy ode mnie, ani od ciebie. – z cierpiętniczą miną wyznał, chociaż błyski w jego oczach zdradzały lekkie rozbawienie.

- No tak, tobie to by pewnie pasowało. – zaśmiała się. – Draco… - zaczęła, ale przerwało jej ciche pukanie w okno.

Odwróciła się, za szybą, na parapecie stała zadbana, czarna sowa. Złote ślepia wpatrywały się przenikliwie w dziewczynę.

- To sowa Czarnego Pana. – wydukał Smok. – Lepiej weź list.

Hermiona niechętnie wstała i podeszła do okna, otworzyła je. A czarny ptak z gracją wleciał do pokoju i upuścił list na sam środek stołu. Dziewczyna niedbale rzuciła sowie smakołyk i otworzyła kopertę. Od razu wyleciał z niej złoty medalion ze srebrnym wężem, który patrzył na nią szmaragdowym okiem. Odłożyła go jednak na bok i wzięła list do ręki. Spojrzała najpierw na pismo, eleganckie i staranne. Zdziwiło ją to, nie spodziewała się tego po oj… znaczy Voldemorcie.



Księżniczko!

Zdaję sobie sprawę, jak bardzo jesteś zszokowana wiadomością o swoim pochodzeniu. Swoim nowym i prawdziwym pochodzeniu. Zadajesz sobie pewnie pytanie dlaczego? Doskonale rozumiem twoje wątpliwości i obawy, których o ile się nie mylę, jest bardzo wiele. Wybacz mi, że dopiero teraz mogłaś dowiedzieć się o mnie, ale twoja… ekem… matka wymogła na mnie obietnice, że dopiero jak będziesz dorosłą czarownicą mogę ci o tym powiedzieć. Inaczej groziła, że cię zabije. Rozumiesz chyba więc, że nie mogłem tego zrobić. Jesteś zbyt potężna, byś mogła umrzeć i zbyt wielka jest twoja mocnym bym mógł ją stracić. Ufam więc, że mi wybaczysz i przyjdziesz na święta do Riddle Manor. Trzymaj się młodego Malfoy’a. On się tobą zaopiekuje, podobnie jak Severus. Oboje mają o ciebie dbać.

Przyjmij łańcuszek na znak mojego uczucia Księżniczko.

Twój Ojciec Tom.

5 komentarzy:

  1. Czekam na więcej :D Mogłabyś je robić jeszcze bardziej dłuższe, rozdział chyba najlepszy ze wszystkich innych :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam niecierpliwie na następne i ja również nie obraziłabym się gdyby były dłuższe :D

    OdpowiedzUsuń
  3. czekam na następne. :)
    a mi akurat pasuje długość. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. "mojego uczucia" Jaaassneee ×.× leve dalej..
    WENY !

    OdpowiedzUsuń