niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 11


Rozdział XXI ,,Nie wspomnij o tym nikomu"

Ponownie miał ją w swoich ramionach, spojrzał w lustro, przed którym stali. Jej brązowy warkocz tak dziwnie wyglądał na tle jego czarnych szat. Nie wspominając już o jej jasnoróżowej skórze. Ostrożnie musnął jej włosy swoimi ustami i podniósł ją. Nie mógł przecież tak z nią stać, jeszcze ktoś by ich zobaczył. Był pewien, że jej przyjaciele znają hasło do jej kwater. Nie przyszło mu jednak do głowy, że przecież nie mogą tu wejść, nawet jeśli znają hasło. Skrzydło Nauczycieli było przecież niedostępne dla zwykłych Prefektów, dziwnym trafem Severus jednak o tym zapomniał. A nie miał zamiaru rzucać Oblivate na każdego, kto by się dowiedział, że on trzymał ją w swoich ramionach… Choć to było niemożliwe. Ostrożnie więc skierował się w stronę jej sypialni, drzwi otworzył nawet nie wyciągając różdżki. Wystrój jej sypialni przypadł mu do gustu, nie było tu czerwieni, ani złota. Tylko granat i czerń. Gdzieniegdzie pojawiało się i srebro. Dywan koło łóżka był ciemnoniebieski, a pościel czarna, atłasowa. Niemalże identyczna jak jego. Zaczął się zastanawiać, czy tak jej pokój wyglądał tak od razu, czy Gryfonka sama zmieniła jego image. Bo sypialnia zdecydowanie nie pasowała do całego mieszkania. Położył ją na wielkim łożu, a sam przysiadł na jego skraju. Zastanawiał się co zrobić, wybudzić ją, czy może uciec bez słowa. Zdawał sobie sprawę, że to drugie bardziej do niego pasuje. Więc czyż nie mógł tak postąpić? Zauważył, że na małym stoliku przy łóżku leży kawałek pergaminu. Przywołał go do siebie i naskrobał kilka słów.



Nie wspominaj o tym nikomu.

Inaczej, popamiętasz mnie Riddle.

Chcę widzieć Cię dzisiaj w moim gabinecie o 20.00.

SS.

Położył go na poduszce i wyszedł. Spojrzał na zegarek była 9.00. Był już spóźniony. Szlag! Szybkim krokiem skierował się do lochów. Nie miał daleko, zwłaszcza, że skorzystał z kilku skrótów. Już z oddali usłyszał podniesione głosy. Jak zwykle Potter musiał się wydzierać na całego gardło, że też Slughorn musiał akurat wyjechać w pierwszym tygodniu szkoły! Musiał się użerać ze Złotym Chłopcem prawie cztery razy w tygodniu! Jeszcze ich nie widział, a już usłyszał czarujący głos tego idioty.

- Co jej zrobiłeś Malfoy?!

- A co niby miałem zrobić? – zaśmiał się blondyn ironicznie. – Dobrze wiesz, że jest za dobrą czarownicą, żebym ją pokonał od tak sobie dla zabawy.

- Gadaj Malfoy inaczej ja ci coś zrobię! – zagroził Weasley.

Severus westchnął zrezygnowany, założył jednak maskę na twarz i wyszedł zza rogu stając vi za vi z Draconem, który na jego widok wyszczerzył się radośnie.

- 50 punktów od Gryffindoru i tygodniowy szlaban dla pana Pottera i pana Weasley’a. – powiedział swoim jedwabnym głosem przyprawionym jadem, którego nie powstydziłaby się nawet Nagini.

- Za co? – obruszył się ulubieniec Dumbledore’a wlepiając w mężczyzna te swoje zielone oczy.

- Dwa tygodnie panie Potter? – za jego twarzy pojawił się złośliwy uśmiech. – Skoro sobie pan tego życzy. – usłyszał śmiech swoich wychowanków i pełne oburzenia protesty gryfonów. Wystarczyło tylko jedno spojrzenie w ich stronę i zamilkli. – Do klasy! – warknął otwierając drzwi. – Panie Malfoy, pan zostaje. – wysyczał. – Poczekaj chwilę. – rozkazał a sam wszedł do klasy.

Uczniowie zamilkli widząc furię w jego czarnych oczach, co prawda Mistrz Eliksirów zawsze był w złym humorze, ale teraz wydawał się przejść sam siebie. Nie wiedzieli co się stało, czyżby ta kłótnia, go tak wkurzyła? Zaczęli się zastanawiać ślizgoni.

Severus podszedł do biurka i machnął w kierunku tablicy, od razu pojawiły się na niej instrukcje dotyczące ważenia „Amortencji”.

- Dzisiaj będziecie ważyć Amortencję, jest to najprostszy eliksir na szóstym roku, więc nie oczekujcie, że osoba, która nie zrobi go poprawnie będzie mogła dalej się uczyć tego przedmiotu. – tu spojrzał w stronę Pottera i uśmiechnął się złośliwie widząc, że chłopak spuścił oczy. – Tak więc, do dzieła. Strona trzysta pięćdziesiąta czwarta. – Już miał wyjść, gdy zauważył, że Złoty Chłopiec podnosi rękę. To było dla niego szokujące, jeszcze nigdy ten kretyn nie zgłosił się na jego lekcji. – Tak Potter?

- Bo ja i Ron nie mamy książek. – powiedział cicho uparcie wpatrując się w swoje splecione dłonie.

- A dlaczego Znakomitość Hogwartu nie ma książek? Nie sądzę, żeby miał pan problemy natury finansowej. – zadrwił nauczyciel, a kilkoro ślizgonów zarechotało z uciechy.

- Nie zdążyliśmy kupić, to chyba logiczne profesorze! – obruszył się Weasley, który był równie czerwony jak jego włosy.

- Logiczne? – zaśmiał się cynicznie Mistrz Eliksirów. – Nie używaj słów, których nie rozumiesz. Myślę, jednak że pan Potter będzie zadowolony, jeśli będziesz towarzyszył mu przez dwa tygodnie.

Ron już miał coś odpowiedzieć, ale kopniak Harry'ego powstrzymał go od wygłoszenia, kolejnej uwagi.

- Mądre posunięcie panie Potter. – nic nie uszło uwadze Snape’a. – Podręczniki, macie w tamtej szafce. – pokazał im od niechcenia regał zawalony książkami. – Jak wrócę, za 15 minut, każdy ma mieć zrobioną bazę. Inaczej musi się liczyć z tym, że jego dom na tym ucierpi. – mówiąc to załopotał swoimi szatami i wyszedł z klasy.

Dracon czekał na niego oparty o ścianę, jego szaroniebieskie oczy patrzyły tępo przed siebie, nawet nie zauważył, że nauczyciel pojawił się przed nim.

- Draco to nierozsądne z twojej strony tracić kontrolę nad myślami, będąc samemu na korytarzu. – w jego głosie nie było, ani krztyny jadu, jedynie odrobina troski, gdy mówił do swojego chrześniaka.

-Co, och? – blondyn potrząsną głową, jakby chciał odpędzić złe myśli. – Przepraszam wuju, tak jakoś wyszło.

- Draco, nie ma że tak jakoś wyszło. – różdżka starszego czarodzieje znalazła się na gardle młodszego, Smok wystraszony głośno przełkną ślinę. – Pamiętaj, że masz się pilnować, od tego zależy twoje ZADANIE i życie małej Granger.

- Nie twoja sprawa! – zaakcentował chłopak z wyrazem jawnego szaleństwa w oczach.

- Moja Draco, czy tego chcesz czy nie. – syknął wbijając mu różdżkę w grdykę. – A teraz idź sprawdź co z twoją kuzynką. Jakby były problemy to zwolnię was z dzisiejszych lekcji, zrozumiano? – jego pytanie dość retoryczne spowodowało, że gdy tylko wycofał różdżkę, jego chrześniak uciekł tak szybko, jakby mu sam diabeł deptał po piętach.

Severus został sam, spojrzał na zegarek, miał jeszcze dziesięć minut. Nie uśmiechało mu się wchodzić do klasy. Od dawna nie miał tak tępego składu na eliksirach w szóstej klasie, mógł jednak dziękować Merlinowi, że tylko tydzień musiał zastępować Slughorna. Wziął dwa głębokie oddechy i mimo wszystko wszedł do klasy. Zdziwiło, go to, że wszyscy pracują skupieni nad eliksirami. Nawet Weasley mamrocząc coś pod nosem kroił płatki herbacianej róży. Zaczął więc, przechadzać się po klasie. Stanął za Potterem, jego wywar, o dziwo, był PRAWIE idealny, lekko za gęsty, ale na niego to i tak duży sukces.

- Potter, nie uważasz, że twój wywar jest za gęsty? – nie potrafił się powstrzymać od komentarza. Chłopak podskoczył przerażony, przez co prawie nie zepsuł eliksiru. W ostatniej chwili jednak złapał swobodnie, wirujący płatek róży.

- Może odrobinę. – odpowiedział spokojnie chłopak.

- Może odrobinę? – zaczął go naśladować. – Tergeo. – jednym machnięciem różdżki wyczyścił jego kociołek. Potter zaklął pod nosem. – Nie radzę powtarzać tego głośniej. – uśmiechnął się cynicznie i poszedł dalej szukać swoich ofiar. Stanął za przyjacielem Złotego Chłopca, oleista maź o barwie błota nie wróżyła nic dobrego dla gryfona.

- Terego. – kolejny uczeń został pozbawiony zawartości swojej kociołka. – To miała być płynna, jasnoróżowa masa. – wyjaśnił widząc, że chłopak zamierzał otworzyć usta. Szybko je jednak zamknął, widząc zimne błyski w oczach nauczyciela.

Severus spojrzał jeszcze raz w kierunku Złotego Chłopca, jego baza była znośna. Nie miał jednak zamiaru ani go pochwalić, ani ukarać. W końcu to był przyjaciel Gran… znaczy Riddle, nie mógł więc za wiele się nad nimi pastwić, skoro miał zdobyć jej zaufanie. Westchnął w duchu i po raz nie wiadomo który, przeklinał swoją bezmyślność w młodości. Jak mógł przyłączyć się do tej Jaszczurki?! Wiedział dlaczego i ta świadomość była jego największym krzyżem. Skierował się w stronę biurka, miał już dość karania uczniów na tej lekcji. Wystarczy, że musiał się tego ranka dwa razy poprztykać z chrześniakiem i jego kuzynkę, a jego siły już były na wyczerpaniu. Usiadł na twardym krześle i uważnie obserwował uczniów. Potter, Zabini, Lestrange, Larios, Nott, bliźniaczki Patil pracowali w całkowitym skupieniu. Gorzej było z Weasley’em, Brown, i jeszcze kilkoma krukonami. Nie było ani jednego puchona w tym roczniku, ale może to i dobrze? Uśmiechnął się złośliwie pod nosem. Jego myśli powędrowały do spotkania, które niewątpliwe będzie musiał odbyć z pewną, młodą Gryfonką…

Przepraszam ,że musieliście tak długo czekać ale wyjechałam z siostrą w góry i dopiero teraz mam computer, jak się podoba komentować <3 <3 Anastazja Fill

2 komentarze: