Rozdział XXII
Draco szybko biegł do
kwater Granger, nie potrafił myśleć o niej jako Riddle, czy tym bardziej o
swojej kuzynce. Co prawda przy bliższym poznaniu musiał przyznać, że była
całkiem inna niż sobie ją wyobrażał. Wcale nie była wszechwiedzącą encyklopedią,
ale fakt inteligentna była, nawet bardzo. Poza tym umiała się śmiać z siebie i
cóż była całkiem ładna, szkoda tylko, że była jego kuzynką… Chociaż to też
wydawało mu się dziwne, co prawda wszystkie rody szlachetne były ze sobą
złączone, to jednak parowanie było zakazane aż do 4 pokoleń wstecz. A prawdą
było, że wszyscy jego przyjaciele byli jego kuzynostwem. Wychodziło więc na to,
że Riddle była jego całkiem bliską rodziną. Tylko kim była jej matka? Zaczął
się zastanawiać, nie udało mu się jednak nic wymyślić. Zatrzymał się przed jej
drzwiami i zaklął w myślach. Jak u licha ma do niej wyjść, skoro nie zna haseł.
A ona mogła być dalej nieprzytomna… Zapukał. Odpowiedziała mu cisza.
Hermiona ocknęła się
dopiero kilka minut po wyjściu nauczyciela, widząc list od niego poczuła łzy
upokorzenia. Jak mógł ją tak potraktować?! Przeklęty cham! Mógł chociaż
podziękować, jakoś dać znać, że mu się podobało. Taak, bo na pewno mu się
podobało. Dziewczyna była tego pewna, widziała to po nim. Po jego minie. Była jednak
idiotką, sądząc, że może być inaczej. Głupi Snape! Podarła list, który trzymała
w dłoniach i rzuciła go w płomienie. Zaczęła się zastanawiać nad przyszłością,
co jeśli ten Dupek (czyt. Snape) mówił prawdę? Jeśli naprawdę jest córką
Voldemorta? Wydawało jej się trochę nielogiczne, ale z drugiej strony? Będąc
córką mugoli, była najmądrzejszą czarownicą w swoim pokoleniu. I TO zawsze
wydawało jej się dziwne, co prawda w świeci magii takie rzeczy się zdarzają,
jednak NIGDY jeszcze nie było takiego przypadku. Każdy czarodziej, którego
umysł uznano za wybitny, zawsze był czystokrwisty. Sprawdzała to dokładnie,
kilka razy. Dopiero teraz układało jej się to w całość. Skoro jej ojcem był
Vol… dalej nie mogła się z tym pogodzić, to wszystko tworzyło idealną całość.
Począwszy od Dumbledore’a, który jest najpotężniejszym czarodziejem na świecie,
każde pokolenie po nim wydało na świat wybitne jednostki, może i nie tak
wybitne i dobre jak on, ale jednak. Po dyrektorze był niewątpliwie jej oj…
ekhem, domniemany rodziciel, później Severus Snape, choć co niektórzy złośliwcy
twierdzili, że Lily Evans była lepsza (ale była mugolakiem i to już rozwiało
wątpliwości Hermiony). A później ona. Zwykła, szara przyjaciółka Złotego
Chłopca, która też nie była czarownicą czystej krwi… Jej rozważania przerwało
jej pukanie do drzwi. Wolała siedzieć cicho, jeśli to ten Dupek, czuła jak na
samo wspomnienie o nim jej oczy wypełniają, małe i zdradliwe słone łzy.
- Hermiona to ja,
Smok! – usłyszała donośne wołanie zza drzwi. Niechętnie zwlokła się z łóżka i
skierowała w stronę salonu, a później drzwi.
- Co tu robisz Draco?
– spytała chłodno. Nie miała ochoty z nikim rozmawiać, a już tym bardziej z
jakimś zasranym arystokratą.
- Snape mnie
przysłał. – dziewczyna parsknęła wyraźnie zirytowana. – Nie zaprosisz mnie? –
uśmiechnął się najbardziej czarująco jak tylko potrafił, ale nawet to nie
zmieniło wyrazu twarzy dziewczyny.
- A co jeśli powiem
nie? To, że zakopaliśmy topór wojenny i że jesteś całkiem inny niż myślałam, to
nie znaczy, że od razu wszystko ci wolno. – gdy kończyła swoją tyradę chłopak
zauważył, że jej pewny dotąd głos zrobił się cichszy i jakby zlękniony,
- Ja to zrobię szybko
Mała. – pokazał jej język i nie czekając na zaproszenie wszedł do jej komnat. –
Ueeee, ale masz tutaj brzydko. – skrzywił się zasiadając w głębokim, purpurowym
fotelu.
- Po co tu
przyszedłeś? – spytała jeszcze raz blondyna, który zadowolony siedział na jej
ulubionym fotelu, zupełnie nic sobie z tego nie robią, że ona prawie zabija go
wzrokiem.
- Może usiądziesz? –
puścił jej oczko. – To nie wypada, żeby dama stała w towarzystwie mężczyzny.
- Gadaj Malfoy! –
warknęła na niego, ale posłusznie zajęła miejsce naprzeciw ślizgona.
- No widzisz
słoneczko trzeba nauczyć się słuchać ludzi. – powiedział naśladując głos
opiekunki Domu Lwa.
- Jasne. – zaśmiała
się, widok Dracona naśladującego McGonagall był przekomiczny.
- Ładniej ci z
uśmiechem na twarzy. – zaczął się ponownie przymilać.
- Dobra Smoku, po co
cię Snape tu wysłał? - jej głos był zimny, choć uśmiech dalej miała na twarzy.
- Cytuję „idź sprawdź
co z twoją kuzynką. Jakby były problemy to zwolnię was z dzisiejszych lekcji”.
- Problemy? Za kogo
on mnie uważa?! – zerwała się z fotela i zaczęła nerwowo krążyć po pokoju. –
Nie dość, że mówi mi, że jestem córką tej przeklętej Jaszczurki, potem … -
nagle urwała, nie mogła przecież tego nikomu powiedzieć. Z resztą to nie było
coś, czym chciała się chwalić. – A potem zachowuje się jak skończony Dupek! –
dokończyła.
Malfoy patrzył na nią
z mało inteligentną miną. Co się stało w ciągu tego czasu, który jego chrzestny
spędził z Gryfonką? Tylko jeden, jedyny raz widział ją taką wściekłą. Wtedy w
trzeciej klasie jak odstał od niej z pięści. A teraz? Jej czekoladowe oczy
wręcz ciskały dookoła błyskawice, a ona sama zdawała się być niebezpieczną,
gradową chmurą. Zresztą Severus też wydawał się być w nienajlepszym nastroju.
Co tu jest grane?!
- Draco myślisz, że
to prawda? – zapytała w końcu. Przestała krążyć po pokoju tylko usiadła przed
kominkiem i wpatrywała się w niego tempo.
Chłopak usiadł koło
niej choć musiał przyznać, że nie nadąża za jej tokiem myśli. W jednej chwili
jest wściekła, w drugiej śmieje się w najlepsze by znowu kipieć ze złości, po
czym staje się zagubioną w sobie dziewczynką.
- Naprawdę sądzisz,
że mogę być jego córką?
- Możesz być pewna,
że w tej sprawie na pewno by nie skłamał.
- Ale Draco to chore,
ja nie chcę być śmierciożercą! Już sama myśl, że on jest moim oj… wiesz kim
przyprawia mnie o paniczny strach. Co na to moi przyjaciele? Przecież on jest
największym wrogiem Harre’ego. – załkała.
- Hermiono spójrz na
mnie. – poprosił chłopak, dziewczyna niepewnie podniosła oczy i spojrzała w
szaroniebieskie oczy chłopaka. – Nic na to nie poradzisz, wiem że to ciężkie,
ale rodziny się nie wybiera. Postaraj się zaakceptować sytuację to będzie ci
łatwiej. A co do Pottera… Jeśli, ale tylko JEŚLI jest twoim przyjacielem to nie
odwróci się od ciebie. Chociaż nie miałbym nic przeciwko temu. – wyszczerzył
się wrednie, co dziewczyna skwitowała rozbawionym parsknięciem.
- Myślisz, że będę
musiała zmienić dom? – ślady łez, delikatnie mieniły się w blasku ognia. Draco
miał wielką ochotę aby je zetrzeć, ale się powstrzymał.
- Nie wiem Hermiono,
to nie zależy ode mnie, ani od ciebie. – z cierpiętniczą miną wyznał, chociaż
błyski w jego oczach zdradzały lekkie rozbawienie.
- No tak, tobie to by
pewnie pasowało. – zaśmiała się. – Draco… - zaczęła, ale przerwało jej ciche
pukanie w okno.
Odwróciła się, za
szybą, na parapecie stała zadbana, czarna sowa. Złote ślepia wpatrywały się
przenikliwie w dziewczynę.
- To sowa Czarnego
Pana. – wydukał Smok. – Lepiej weź list.
Hermiona niechętnie
wstała i podeszła do okna, otworzyła je. A czarny ptak z gracją wleciał do
pokoju i upuścił list na sam środek stołu. Dziewczyna niedbale rzuciła sowie
smakołyk i otworzyła kopertę. Od razu wyleciał z niej złoty medalion ze
srebrnym wężem, który patrzył na nią szmaragdowym okiem. Odłożyła go jednak na
bok i wzięła list do ręki. Spojrzała najpierw na pismo, eleganckie i staranne.
Zdziwiło ją to, nie spodziewała się tego po oj… znaczy Voldemorcie.
Księżniczko!
Zdaję sobie sprawę,
jak bardzo jesteś zszokowana wiadomością o swoim pochodzeniu. Swoim nowym i
prawdziwym pochodzeniu. Zadajesz sobie pewnie pytanie dlaczego? Doskonale
rozumiem twoje wątpliwości i obawy, których o ile się nie mylę, jest bardzo
wiele. Wybacz mi, że dopiero teraz mogłaś dowiedzieć się o mnie, ale twoja…
ekem… matka wymogła na mnie obietnice, że dopiero jak będziesz dorosłą
czarownicą mogę ci o tym powiedzieć. Inaczej groziła, że cię zabije. Rozumiesz
chyba więc, że nie mogłem tego zrobić. Jesteś zbyt potężna, byś mogła umrzeć i
zbyt wielka jest twoja mocnym bym mógł ją stracić. Ufam więc, że mi wybaczysz i
przyjdziesz na święta do Riddle Manor. Trzymaj się młodego Malfoy’a. On się
tobą zaopiekuje, podobnie jak Severus. Oboje mają o ciebie dbać.
Przyjmij łańcuszek na
znak mojego uczucia Księżniczko.
Twój Ojciec Tom.
Czekam na więcej :D Mogłabyś je robić jeszcze bardziej dłuższe, rozdział chyba najlepszy ze wszystkich innych :) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńKIEDY NASTĘPNY ?!
OdpowiedzUsuńCzekam niecierpliwie na następne i ja również nie obraziłabym się gdyby były dłuższe :D
OdpowiedzUsuńczekam na następne. :)
OdpowiedzUsuńa mi akurat pasuje długość. :D
"mojego uczucia" Jaaassneee ×.× leve dalej..
OdpowiedzUsuńWENY !