Rozdział XXI ,,Nie wspomnij o tym nikomu"
Ponownie miał ją w
swoich ramionach, spojrzał w lustro, przed którym stali. Jej brązowy warkocz
tak dziwnie wyglądał na tle jego czarnych szat. Nie wspominając już o jej
jasnoróżowej skórze. Ostrożnie musnął jej włosy swoimi ustami i podniósł ją.
Nie mógł przecież tak z nią stać, jeszcze ktoś by ich zobaczył. Był pewien, że
jej przyjaciele znają hasło do jej kwater. Nie przyszło mu jednak do głowy, że
przecież nie mogą tu wejść, nawet jeśli znają hasło. Skrzydło Nauczycieli było
przecież niedostępne dla zwykłych Prefektów, dziwnym trafem Severus jednak o
tym zapomniał. A nie miał zamiaru rzucać Oblivate na każdego, kto by się
dowiedział, że on trzymał ją w swoich ramionach… Choć to było niemożliwe.
Ostrożnie więc skierował się w stronę jej sypialni, drzwi otworzył nawet nie
wyciągając różdżki. Wystrój jej sypialni przypadł mu do gustu, nie było tu
czerwieni, ani złota. Tylko granat i czerń. Gdzieniegdzie pojawiało się i
srebro. Dywan koło łóżka był ciemnoniebieski, a pościel czarna, atłasowa.
Niemalże identyczna jak jego. Zaczął się zastanawiać, czy tak jej pokój
wyglądał tak od razu, czy Gryfonka sama zmieniła jego image. Bo sypialnia
zdecydowanie nie pasowała do całego mieszkania. Położył ją na wielkim łożu, a
sam przysiadł na jego skraju. Zastanawiał się co zrobić, wybudzić ją, czy może
uciec bez słowa. Zdawał sobie sprawę, że to drugie bardziej do niego pasuje.
Więc czyż nie mógł tak postąpić? Zauważył, że na małym stoliku przy łóżku leży
kawałek pergaminu. Przywołał go do siebie i naskrobał kilka słów.
Nie wspominaj o tym
nikomu.
Inaczej, popamiętasz
mnie Riddle.
Chcę widzieć Cię
dzisiaj w moim gabinecie o 20.00.
SS.
Położył go na
poduszce i wyszedł. Spojrzał na zegarek była 9.00. Był już spóźniony. Szlag!
Szybkim krokiem skierował się do lochów. Nie miał daleko, zwłaszcza, że
skorzystał z kilku skrótów. Już z oddali usłyszał podniesione głosy. Jak zwykle
Potter musiał się wydzierać na całego gardło, że też Slughorn musiał akurat
wyjechać w pierwszym tygodniu szkoły! Musiał się użerać ze Złotym Chłopcem
prawie cztery razy w tygodniu! Jeszcze ich nie widział, a już usłyszał
czarujący głos tego idioty.
- Co jej zrobiłeś
Malfoy?!
- A co niby miałem
zrobić? – zaśmiał się blondyn ironicznie. – Dobrze wiesz, że jest za dobrą
czarownicą, żebym ją pokonał od tak sobie dla zabawy.
- Gadaj Malfoy inaczej
ja ci coś zrobię! – zagroził Weasley.
Severus westchnął
zrezygnowany, założył jednak maskę na twarz i wyszedł zza rogu stając vi za vi
z Draconem, który na jego widok wyszczerzył się radośnie.
- 50 punktów od
Gryffindoru i tygodniowy szlaban dla pana Pottera i pana Weasley’a. –
powiedział swoim jedwabnym głosem przyprawionym jadem, którego nie
powstydziłaby się nawet Nagini.
- Za co? – obruszył
się ulubieniec Dumbledore’a wlepiając w mężczyzna te swoje zielone oczy.
- Dwa tygodnie panie
Potter? – za jego twarzy pojawił się złośliwy uśmiech. – Skoro sobie pan tego
życzy. – usłyszał śmiech swoich wychowanków i pełne oburzenia protesty
gryfonów. Wystarczyło tylko jedno spojrzenie w ich stronę i zamilkli. – Do
klasy! – warknął otwierając drzwi. – Panie Malfoy, pan zostaje. – wysyczał. –
Poczekaj chwilę. – rozkazał a sam wszedł do klasy.
Uczniowie zamilkli
widząc furię w jego czarnych oczach, co prawda Mistrz Eliksirów zawsze był w
złym humorze, ale teraz wydawał się przejść sam siebie. Nie wiedzieli co się
stało, czyżby ta kłótnia, go tak wkurzyła? Zaczęli się zastanawiać ślizgoni.
Severus podszedł do
biurka i machnął w kierunku tablicy, od razu pojawiły się na niej instrukcje
dotyczące ważenia „Amortencji”.
- Dzisiaj będziecie
ważyć Amortencję, jest to najprostszy eliksir na szóstym roku, więc nie
oczekujcie, że osoba, która nie zrobi go poprawnie będzie mogła dalej się uczyć
tego przedmiotu. – tu spojrzał w stronę Pottera i uśmiechnął się złośliwie
widząc, że chłopak spuścił oczy. – Tak więc, do dzieła. Strona trzysta
pięćdziesiąta czwarta. – Już miał wyjść, gdy zauważył, że Złoty Chłopiec
podnosi rękę. To było dla niego szokujące, jeszcze nigdy ten kretyn nie zgłosił
się na jego lekcji. – Tak Potter?
- Bo ja i Ron nie
mamy książek. – powiedział cicho uparcie wpatrując się w swoje splecione
dłonie.
- A dlaczego
Znakomitość Hogwartu nie ma książek? Nie sądzę, żeby miał pan problemy natury
finansowej. – zadrwił nauczyciel, a kilkoro ślizgonów zarechotało z uciechy.
- Nie zdążyliśmy
kupić, to chyba logiczne profesorze! – obruszył się Weasley, który był równie
czerwony jak jego włosy.
- Logiczne? – zaśmiał
się cynicznie Mistrz Eliksirów. – Nie używaj słów, których nie rozumiesz.
Myślę, jednak że pan Potter będzie zadowolony, jeśli będziesz towarzyszył mu
przez dwa tygodnie.
Ron już miał coś
odpowiedzieć, ale kopniak Harry'ego powstrzymał go od wygłoszenia, kolejnej
uwagi.
- Mądre posunięcie
panie Potter. – nic nie uszło uwadze Snape’a. – Podręczniki, macie w tamtej
szafce. – pokazał im od niechcenia regał zawalony książkami. – Jak wrócę, za 15
minut, każdy ma mieć zrobioną bazę. Inaczej musi się liczyć z tym, że jego dom
na tym ucierpi. – mówiąc to załopotał swoimi szatami i wyszedł z klasy.
Dracon czekał na
niego oparty o ścianę, jego szaroniebieskie oczy patrzyły tępo przed siebie,
nawet nie zauważył, że nauczyciel pojawił się przed nim.
- Draco to
nierozsądne z twojej strony tracić kontrolę nad myślami, będąc samemu na
korytarzu. – w jego głosie nie było, ani krztyny jadu, jedynie odrobina troski,
gdy mówił do swojego chrześniaka.
-Co, och? – blondyn
potrząsną głową, jakby chciał odpędzić złe myśli. – Przepraszam wuju, tak jakoś
wyszło.
- Draco, nie ma że
tak jakoś wyszło. – różdżka starszego czarodzieje znalazła się na gardle
młodszego, Smok wystraszony głośno przełkną ślinę. – Pamiętaj, że masz się
pilnować, od tego zależy twoje ZADANIE i życie małej Granger.
- Nie twoja sprawa! –
zaakcentował chłopak z wyrazem jawnego szaleństwa w oczach.
- Moja Draco, czy
tego chcesz czy nie. – syknął wbijając mu różdżkę w grdykę. – A teraz idź
sprawdź co z twoją kuzynką. Jakby były problemy to zwolnię was z dzisiejszych
lekcji, zrozumiano? – jego pytanie dość retoryczne spowodowało, że gdy tylko
wycofał różdżkę, jego chrześniak uciekł tak szybko, jakby mu sam diabeł deptał
po piętach.
Severus został sam,
spojrzał na zegarek, miał jeszcze dziesięć minut. Nie uśmiechało mu się
wchodzić do klasy. Od dawna nie miał tak tępego składu na eliksirach w szóstej
klasie, mógł jednak dziękować Merlinowi, że tylko tydzień musiał zastępować
Slughorna. Wziął dwa głębokie oddechy i mimo wszystko wszedł do klasy.
Zdziwiło, go to, że wszyscy pracują skupieni nad eliksirami. Nawet Weasley
mamrocząc coś pod nosem kroił płatki herbacianej róży. Zaczął więc, przechadzać
się po klasie. Stanął za Potterem, jego wywar, o dziwo, był PRAWIE idealny,
lekko za gęsty, ale na niego to i tak duży sukces.
- Potter, nie
uważasz, że twój wywar jest za gęsty? – nie potrafił się powstrzymać od
komentarza. Chłopak podskoczył przerażony, przez co prawie nie zepsuł eliksiru.
W ostatniej chwili jednak złapał swobodnie, wirujący płatek róży.
- Może odrobinę. –
odpowiedział spokojnie chłopak.
- Może odrobinę? –
zaczął go naśladować. – Tergeo. – jednym machnięciem różdżki wyczyścił jego
kociołek. Potter zaklął pod nosem. – Nie radzę powtarzać tego głośniej. –
uśmiechnął się cynicznie i poszedł dalej szukać swoich ofiar. Stanął za
przyjacielem Złotego Chłopca, oleista maź o barwie błota nie wróżyła nic
dobrego dla gryfona.
- Terego. – kolejny
uczeń został pozbawiony zawartości swojej kociołka. – To miała być płynna,
jasnoróżowa masa. – wyjaśnił widząc, że chłopak zamierzał otworzyć usta. Szybko
je jednak zamknął, widząc zimne błyski w oczach nauczyciela.
Severus spojrzał
jeszcze raz w kierunku Złotego Chłopca, jego baza była znośna. Nie miał jednak
zamiaru ani go pochwalić, ani ukarać. W końcu to był przyjaciel Gran… znaczy
Riddle, nie mógł więc za wiele się nad nimi pastwić, skoro miał zdobyć jej
zaufanie. Westchnął w duchu i po raz nie wiadomo który, przeklinał swoją
bezmyślność w młodości. Jak mógł przyłączyć się do tej Jaszczurki?! Wiedział
dlaczego i ta świadomość była jego największym krzyżem. Skierował się w stronę
biurka, miał już dość karania uczniów na tej lekcji. Wystarczy, że musiał się
tego ranka dwa razy poprztykać z chrześniakiem i jego kuzynkę, a jego siły już
były na wyczerpaniu. Usiadł na twardym krześle i uważnie obserwował uczniów.
Potter, Zabini, Lestrange, Larios, Nott, bliźniaczki Patil pracowali w
całkowitym skupieniu. Gorzej było z Weasley’em, Brown, i jeszcze kilkoma
krukonami. Nie było ani jednego puchona w tym roczniku, ale może to i dobrze?
Uśmiechnął się złośliwie pod nosem. Jego myśli powędrowały do spotkania, które
niewątpliwe będzie musiał odbyć z pewną, młodą Gryfonką…
Przepraszam ,że musieliście tak długo czekać ale wyjechałam z siostrą w góry i dopiero teraz mam computer, jak się podoba komentować <3 <3 Anastazja Fill
Podoba się podoba <3
OdpowiedzUsuńno jasne że się podoba.! <3
OdpowiedzUsuń