poniedziałek, 10 lutego 2014

Rozdział 13

Rozdział XIII

Hermiona wpatrywała się w list nieprzytomnym wzrokiem. „Księżniczko”?! Co ta Jaszczurka sobie wyobraża, żeby nazwać ją KSIĘŻNICZKĄ?! Owszem „córko” mógł napisać, ale żeby księżniczko? Tak mówili do niej tylko rodzice, znaczy Granger’owie. Dalej nie potrafiła inaczej o nich myśleć, tyle lat uważała się za ich dziecko. Tyle lat… Które teraz należały do kogoś innego, do niejakiej Hermiony Granger, której życiem ona żyła, przez szesnaście lat. Czuła jak łzy lecą po jej policzkach.

-Hermiono, proszę przestań. Twój płacz nic nie da. – usłyszała spokojny głos Dracona, koło swojego ucha. Nie umiała się jednak uspokoić, szloch sam rozrywał jej płuca i umysł. Przytuliła się do chłopaka, Smok odrobinę onieśmielony zachowaniem swojej kuzynki zaczął ją delikatnie kołysać, żeby się uspokoiła. Nie wiedział ile tak siedzieli, ale wreszcie Hermiona uspokoiła się.

- Draco myślisz, że dalej będę mogła być w Gryffindorze? – spojrzała na niego wręcz błagalnie.

- Nie wiem Hermiono, to nie ode mnie zależy. Póki co Lord, znaczy twój ojciec nie ma takich planów, bo chyba by ci to napisał prawda? – starał się ją uspokoić, choć doskonale wiedział, że to tylko kwestia czasu.

- No niby tak, dzięki Draco. – uśmiechnęła się do niego nieśmiało.

- Nie ma za co. – wyszczerzył się radośnie. – Poza tym wiesz, że jestem twoim kuzynem?

- Co?! – krzyknęła zdziwiona.

- Ej, nie mi do ucha. – skrzywił się masując sobie małżowinę.

- Przepraszam. – zmieszała się. – Ale to wszystko jest dla mnie takie niewiarygodne…

- Nie dziwię się. – uśmiechnął się figlarnie i spojrzał na zegarek nad kominkiem. – Dobra Mała, musimy iść, za 20 minut mamy zebranie prefektów. Trochę sobie już poleniuchowaliśmy, co prawda Snape nas zwolnił z lekcji, ale na pewno nie będzie miły, jeśli się spóźnimy na zebranie.

- Niestety. Poczekasz chwilę, tylko się ogarnę? – nie czekając nawet na odpowiedź skierowała się do łazienki.

Spojrzała na swoje odbicie i przeraziła się, tusz jej się rozmazał, oczy miała podpuchnięte, warkocz się rozleciał. Ubranie było pogniecione. Rozpacz i nędza, inaczej nie mogła tego określić. Szybko się przebrała, założyła zieloną tunikę i obcisłe, czarne rurki. Oczywiście zakryła to wszystko szatą, ale przecież ona mogła się rozwiać, czyż nie? A że zebranie to nie lekcje, więc się nie przejmowała. Zrobiła lekki, srebrny makijaż i rozpuściła włosy. Spryskała się jeszcze tylko perfumem i wyszła z toalety.

Draco zagwizdał na jej widok.

- Dziewczyno, to godło nie pasuje to twojego wyglądu. – wyszczerzył się wrednie.

- Myślisz, że się tym przejmuję? – zaśmiała się.

- Hmmm, zakładam, że nie?

- No właśnie.

- Hermiono może założysz łańcuszek od ojca? – spytał cicho, nie chciał wywołać kolejnego ataku histerii, ale on by jej pasował wyśmienicie do tego…

- Nie wiem, czy to jest najlepszy pomysł Draco. – zasmuciła się lekko.

- Pomyśl, że dostałaś go ode mnie. On będzie ci świetnie pasował. – podszedł do stolika, na którym leżał złoty wisiorek. Wziął go w ręce i podszedł do kuzynki, zawiesił go jej na szyi. – No i teraz wyglądasz super.

- Naprawdę tak uważasz? – mimo wszystko uśmiechnęła się do niego, wszyscy w szkole wiedzieli, że Draco miał niezły gust, skoro więc twierdził, że wyglądała ładnie…

- Jasne, chodź, musimy już iść. – skierował się w stronę drzwi, a ona podążyła za nim.

Rzuciła jeszcze tylko wszystkie możliwe zabezpieczenia i mogli iść. Droga do gabinetu dyrektora była długa, ale skorzystali z kilku skrótów, byli już na ostatnim zakręcie gdy usłyszeli głośny krzyk.

-Miona! – dziewczyna z lekkim grymasem odwróciła się, co prawda miała świadomość, że będzie musiała wytłumaczyć przyjaciołom swoją nieobecność na lekcjach, ale miała nadzieję, że ta chwila nadejdzie dopiero po zebraniu.

Dwoje rudzielców i jeden czarnowłosy chłopak biegli w jej stronę co sił w nogach, Draco stanął u jej boku z rękami skrzyżowanymi na piersi, jakby zamierzał ją bronić, gdyby coś miało być nie tak. Po chwili cała trójka zdyszana stała koło nich.

- Spadaj Malfoy, chcemy z nią pogadać. – warknął Ron.

- Będę robił co mi się podoba Weasley. – obrzydzenie z jakim wypowiedział nazwisko przyjaciela Hermiony, sprawiło, że spojrzała ona na niego karcąco. Smok uśmiechnął się do niej lekko.

- Jak nie to ci pomogę. – twarz rudzielca była już niemalże tak ognista jak jego włosy, w dłoni pojawiła się różdżka.

- Uspokój się Ronald i schowaj różdżkę! – Hermiona nie wytrzymała i wtrąciła się do rozmowy.

- No co ty Miona? Bronisz F R E T K I?! – jej przyjaciel patrzył na nią jakby postradała zmysły.

- Ron, daj spokój Hermiona ma rację. – odezwała się Ginny widząc zakłopotanie w oczach przyjaciółki, nie wiedziała co się stało, ale skoro Malfoy był w to zamieszany, to musiało to być coś poważnego. Wolała więc, tego nie ruszać przy chłopcach, oni są za bardzo dziecinni jeśli chodzi o takie sprawy.

- Ginny, ale ona BRONI MALFOYA! – wydarł się na całe gardło jej brat.

- No i? – Ruda nie dawała za wygraną, jej głos nadal był spokojny, choć spojrzenie jakie posłała swojemu bratu było lodowate.

- Przecież on ją jeszcze nie dawno nazywał szla…

- Silencio! – Draco zareagował, teraz z sarkastycznym uśmieszkiem patrzył na czerwonego chłopaka, który wrzeszczał co sił w płucach, ale coś mu nie wychodziło. Buzia otwierała się i zamykała, ale nie wychodził z niej żaden dźwięk. Ginny i Hermiona parsknęły śmiechem, a Harry starał się powstrzymywać. – Wiem, jak ją nazywałem i nie musisz mi przypominać. A teraz uspokój się Weasley, bo inaczej dalej sobie pomilczysz. – dokończył i puścił oczko do dziewczyn.

- Może lepiej niech pomilczy? – dalej się śmiejąc stwierdziła Ginny. – Tak jest… milej? – tym razem Harry nie wytrzymał, roześmiał się serdecznie z miny przyjaciela, który obrażony łypał na swoją siostrę, śmiejącą się z jego wrogiem. I to na dodatek z niego samego. To był największy możliwy cios dla niego.

- Też mi się tak wydaje. – stwierdził Draco, a jego na co dzień zimne szaroniebieskie oczy błyszczały wesoło. – Idziemy? Jak się spóźnimy McGonagall zrobi nam krzywdę. – zwrócił się do dziewczyn, na chłopaków nawet nie spojrzał. Wiedział jednak, że Hermiona z nim pójdzie więc Ginny także, a co za tym idzie i faceci pójdą.

Bez słowa ruszyli w stronę gabinetu dyrektora, Draco, Hermiona i Ginny z lekkimi uśmiechami na twarzach, Harry zamyślony, a Ron demonstracyjnie obrażony. W gabinecie pojawili się jako jedni z ostatnich brakowało jeszcze tylko Marty i Alana, którzy zjawili się dosłownie w minutę później. Gdy wszyscy zajęli miejsca, wstał Dumbledore.

- Witam was moi drodzy prefekci po wakacjach, ufam, że cieszycie się z powrotu do szkoły pomimo nieoczekiwanych zmian. – to mówiąc zwrócił się w stronę Hermiony, która uśmiechnęła się nieśmiało do dyrektora. A więc wie o tym? Zadała sobie w myślach retoryczne pytanie. – Ale przejdźmy do rzeczy, spotykamy się tu dzisiaj w konkretnym celu. Z tego co wiem, Alan i Marta zapoznali was z dwoma głównymi przyczynami. Pierwsza była taka, że w tym roku mamy wyjątkowo wiele nowych uczniów i druga, że w tym roku ma się odbyć Bal Wieku, czy ktoś z was wie, co to za impreza i zechce wyjaśnić to reszcie?

Z dziewcząt zgłosiły się Ginny, Marta i Padma, z chłopaków tylko Blaise. Dumbledore przyjrzał się ważnie całej czwórce.

- Panie Zabini proszę mówić.

- Bal Wieku jak sama nazwa mówi, organizowany jest raz na 100 lat i trwa cały tydzień, zaczyna się o wschodzie słońca i kończy o jego zachodzie. Uczestnikami balu są osoby, które w przeciągu stu lat ukończyły Hogwart, no i uczniowie z szóstych i siódmych klas, młodsi mogą iść, ale jeśli zaproszeni są przez starszych. Mimo tego, za osoby młodsze uznaje się uczniów z klasy piątej i czwartej. Dzieciaki z jeden trzy niestety nie mają wstępu na bal, w tym czasie mają krótkie ferie i mogą je spędzić w domu. Według tradycji bal zaczyna najmłodszy nauczyciel z uczennicą, z którą współpracuje. Warto dodać, że Opiekunowie Domów mają przydzielonych do pomocy Prefektów Naczelnych, a pozostali nauczyciele zwykłych Prefektów. Poza tym para pracująca nad przygotowaniem do balu według tradycji zwraca się do siebie po imieniu, ale tylko na czas współpracy i całej uroczystości. W między czasie relacje są takie same jak gdyby balu nie było. Jest jeszcze wiele tradycji związanych z balem, ale nie wiem czy mam je wyjaśniać? – tu spojrzał na dyrektora, po czym jego wzrok spoczął na Hermionie, której twarz pokrył delikatny rumieniec.

- Nie, dziękuję Blaise, na razie to wszystko. – uśmiechnął się do niego dobrotliwie. – Co do tradycji, o których pan Zabini wspomniał, rzeczywiście jest ich bardzo wiele. Nie będę jednak wszystkich objaśniał bo zabrakło by nam na to czasu. Każda para dostanie książkę do przeczytania. Macie na to tydzień, żeby przyswoić sobie jej treść. Jak się przy tym dogadacie, to już nie moja sprawa. Wracając jednak do rzeczy tu jest lista – pokazał pergamin – na której, jest lista kto z kim, że się tak wyrażę – zachichotał – czym się zajmuje o kiedy owa para ma ze mną spotkanie. To chyba wszystko. Możecie obejrzeć listę.

Jako pierwszy listę zgarną Severus, widząc swoje nazwisko sparowane z Riddle (chociaż wciąż oficjalnie Granger) uśmiechnął się w duchu. Może jakoś uda mu się dogadać z dziewczyną…



Severus Snape – Hermiona Granger – wystrój zamku – środa

Minerwa McGonagall – Dracon Malfoy – zaproszenia – czwartek

Filius Flitcwik – Marta Grenier – zaproszenia – piątek

Pomona Sprout – Alan Toit – zaproszenia – sobota

(…)



Hermiona wpatrywała się w listem z rumieńcem na twarzy. Cholera, cholera, cholera!!! Ona miała być ze Snape’em?! I na dodatek miała mu mówić po imieniu?! Dlaczego do cholery nie mogła być z McGonagall, bo ona jest kobietą Riddle, usłyszała w myślach nieprzyjemny głosik. Zaklęła jeszcze raz, nie podobał jej się ten pomysł, poza tym była pewna, że zarówno Harry jak i Ron będą psioczyć na to jeszcze bardziej, zaczną się aluzje że coraz więcej czasu spędza ze ślizgonami, a przecież i tak będzie musiała im powiedzieć, że jest córka tej… Jaszczurki. Poczuł jak jakaś wyjątkowo wielka gula rośnie w jej gardle.

- Hermiono, zostań proszę. – usłyszała za sobą zatroskany głos dyrektora. Przytaknęła, nie była w stanie się odezwać. Gdy wszyscy wyszli została sama z siwobrodym starcem, usiadła naprzeciwko niego i tylko czekała, aż zacznie mówić…


PRZEPRASZAM !!! Sorrka ,że tak długo, jak się podoba ? Anastazja Fill

wtorek, 4 lutego 2014

Rozdział 12

 Rozdział XXII

Draco szybko biegł do kwater Granger, nie potrafił myśleć o niej jako Riddle, czy tym bardziej o swojej kuzynce. Co prawda przy bliższym poznaniu musiał przyznać, że była całkiem inna niż sobie ją wyobrażał. Wcale nie była wszechwiedzącą encyklopedią, ale fakt inteligentna była, nawet bardzo. Poza tym umiała się śmiać z siebie i cóż była całkiem ładna, szkoda tylko, że była jego kuzynką… Chociaż to też wydawało mu się dziwne, co prawda wszystkie rody szlachetne były ze sobą złączone, to jednak parowanie było zakazane aż do 4 pokoleń wstecz. A prawdą było, że wszyscy jego przyjaciele byli jego kuzynostwem. Wychodziło więc na to, że Riddle była jego całkiem bliską rodziną. Tylko kim była jej matka? Zaczął się zastanawiać, nie udało mu się jednak nic wymyślić. Zatrzymał się przed jej drzwiami i zaklął w myślach. Jak u licha ma do niej wyjść, skoro nie zna haseł. A ona mogła być dalej nieprzytomna… Zapukał. Odpowiedziała mu cisza.

Hermiona ocknęła się dopiero kilka minut po wyjściu nauczyciela, widząc list od niego poczuła łzy upokorzenia. Jak mógł ją tak potraktować?! Przeklęty cham! Mógł chociaż podziękować, jakoś dać znać, że mu się podobało. Taak, bo na pewno mu się podobało. Dziewczyna była tego pewna, widziała to po nim. Po jego minie. Była jednak idiotką, sądząc, że może być inaczej. Głupi Snape! Podarła list, który trzymała w dłoniach i rzuciła go w płomienie. Zaczęła się zastanawiać nad przyszłością, co jeśli ten Dupek (czyt. Snape) mówił prawdę? Jeśli naprawdę jest córką Voldemorta? Wydawało jej się trochę nielogiczne, ale z drugiej strony? Będąc córką mugoli, była najmądrzejszą czarownicą w swoim pokoleniu. I TO zawsze wydawało jej się dziwne, co prawda w świeci magii takie rzeczy się zdarzają, jednak NIGDY jeszcze nie było takiego przypadku. Każdy czarodziej, którego umysł uznano za wybitny, zawsze był czystokrwisty. Sprawdzała to dokładnie, kilka razy. Dopiero teraz układało jej się to w całość. Skoro jej ojcem był Vol… dalej nie mogła się z tym pogodzić, to wszystko tworzyło idealną całość. Począwszy od Dumbledore’a, który jest najpotężniejszym czarodziejem na świecie, każde pokolenie po nim wydało na świat wybitne jednostki, może i nie tak wybitne i dobre jak on, ale jednak. Po dyrektorze był niewątpliwie jej oj… ekhem, domniemany rodziciel, później Severus Snape, choć co niektórzy złośliwcy twierdzili, że Lily Evans była lepsza (ale była mugolakiem i to już rozwiało wątpliwości Hermiony). A później ona. Zwykła, szara przyjaciółka Złotego Chłopca, która też nie była czarownicą czystej krwi… Jej rozważania przerwało jej pukanie do drzwi. Wolała siedzieć cicho, jeśli to ten Dupek, czuła jak na samo wspomnienie o nim jej oczy wypełniają, małe i zdradliwe słone łzy.

- Hermiona to ja, Smok! – usłyszała donośne wołanie zza drzwi. Niechętnie zwlokła się z łóżka i skierowała w stronę salonu, a później drzwi.

- Co tu robisz Draco? – spytała chłodno. Nie miała ochoty z nikim rozmawiać, a już tym bardziej z jakimś zasranym arystokratą.

- Snape mnie przysłał. – dziewczyna parsknęła wyraźnie zirytowana. – Nie zaprosisz mnie? – uśmiechnął się najbardziej czarująco jak tylko potrafił, ale nawet to nie zmieniło wyrazu twarzy dziewczyny.

- A co jeśli powiem nie? To, że zakopaliśmy topór wojenny i że jesteś całkiem inny niż myślałam, to nie znaczy, że od razu wszystko ci wolno. – gdy kończyła swoją tyradę chłopak zauważył, że jej pewny dotąd głos zrobił się cichszy i jakby zlękniony,

- Ja to zrobię szybko Mała. – pokazał jej język i nie czekając na zaproszenie wszedł do jej komnat. – Ueeee, ale masz tutaj brzydko. – skrzywił się zasiadając w głębokim, purpurowym fotelu.

- Po co tu przyszedłeś? – spytała jeszcze raz blondyna, który zadowolony siedział na jej ulubionym fotelu, zupełnie nic sobie z tego nie robią, że ona prawie zabija go wzrokiem.

- Może usiądziesz? – puścił jej oczko. – To nie wypada, żeby dama stała w towarzystwie mężczyzny.

- Gadaj Malfoy! – warknęła na niego, ale posłusznie zajęła miejsce naprzeciw ślizgona.

- No widzisz słoneczko trzeba nauczyć się słuchać ludzi. – powiedział naśladując głos opiekunki Domu Lwa.

- Jasne. – zaśmiała się, widok Dracona naśladującego McGonagall był przekomiczny.

- Ładniej ci z uśmiechem na twarzy. – zaczął się ponownie przymilać.

- Dobra Smoku, po co cię Snape tu wysłał? - jej głos był zimny, choć uśmiech dalej miała na twarzy.

- Cytuję „idź sprawdź co z twoją kuzynką. Jakby były problemy to zwolnię was z dzisiejszych lekcji”.

- Problemy? Za kogo on mnie uważa?! – zerwała się z fotela i zaczęła nerwowo krążyć po pokoju. – Nie dość, że mówi mi, że jestem córką tej przeklętej Jaszczurki, potem … - nagle urwała, nie mogła przecież tego nikomu powiedzieć. Z resztą to nie było coś, czym chciała się chwalić. – A potem zachowuje się jak skończony Dupek! – dokończyła.

Malfoy patrzył na nią z mało inteligentną miną. Co się stało w ciągu tego czasu, który jego chrzestny spędził z Gryfonką? Tylko jeden, jedyny raz widział ją taką wściekłą. Wtedy w trzeciej klasie jak odstał od niej z pięści. A teraz? Jej czekoladowe oczy wręcz ciskały dookoła błyskawice, a ona sama zdawała się być niebezpieczną, gradową chmurą. Zresztą Severus też wydawał się być w nienajlepszym nastroju. Co tu jest grane?!

- Draco myślisz, że to prawda? – zapytała w końcu. Przestała krążyć po pokoju tylko usiadła przed kominkiem i wpatrywała się w niego tempo.

Chłopak usiadł koło niej choć musiał przyznać, że nie nadąża za jej tokiem myśli. W jednej chwili jest wściekła, w drugiej śmieje się w najlepsze by znowu kipieć ze złości, po czym staje się zagubioną w sobie dziewczynką.

- Naprawdę sądzisz, że mogę być jego córką?

- Możesz być pewna, że w tej sprawie na pewno by nie skłamał.

- Ale Draco to chore, ja nie chcę być śmierciożercą! Już sama myśl, że on jest moim oj… wiesz kim przyprawia mnie o paniczny strach. Co na to moi przyjaciele? Przecież on jest największym wrogiem Harre’ego. – załkała.

- Hermiono spójrz na mnie. – poprosił chłopak, dziewczyna niepewnie podniosła oczy i spojrzała w szaroniebieskie oczy chłopaka. – Nic na to nie poradzisz, wiem że to ciężkie, ale rodziny się nie wybiera. Postaraj się zaakceptować sytuację to będzie ci łatwiej. A co do Pottera… Jeśli, ale tylko JEŚLI jest twoim przyjacielem to nie odwróci się od ciebie. Chociaż nie miałbym nic przeciwko temu. – wyszczerzył się wrednie, co dziewczyna skwitowała rozbawionym parsknięciem.

- Myślisz, że będę musiała zmienić dom? – ślady łez, delikatnie mieniły się w blasku ognia. Draco miał wielką ochotę aby je zetrzeć, ale się powstrzymał.

- Nie wiem Hermiono, to nie zależy ode mnie, ani od ciebie. – z cierpiętniczą miną wyznał, chociaż błyski w jego oczach zdradzały lekkie rozbawienie.

- No tak, tobie to by pewnie pasowało. – zaśmiała się. – Draco… - zaczęła, ale przerwało jej ciche pukanie w okno.

Odwróciła się, za szybą, na parapecie stała zadbana, czarna sowa. Złote ślepia wpatrywały się przenikliwie w dziewczynę.

- To sowa Czarnego Pana. – wydukał Smok. – Lepiej weź list.

Hermiona niechętnie wstała i podeszła do okna, otworzyła je. A czarny ptak z gracją wleciał do pokoju i upuścił list na sam środek stołu. Dziewczyna niedbale rzuciła sowie smakołyk i otworzyła kopertę. Od razu wyleciał z niej złoty medalion ze srebrnym wężem, który patrzył na nią szmaragdowym okiem. Odłożyła go jednak na bok i wzięła list do ręki. Spojrzała najpierw na pismo, eleganckie i staranne. Zdziwiło ją to, nie spodziewała się tego po oj… znaczy Voldemorcie.



Księżniczko!

Zdaję sobie sprawę, jak bardzo jesteś zszokowana wiadomością o swoim pochodzeniu. Swoim nowym i prawdziwym pochodzeniu. Zadajesz sobie pewnie pytanie dlaczego? Doskonale rozumiem twoje wątpliwości i obawy, których o ile się nie mylę, jest bardzo wiele. Wybacz mi, że dopiero teraz mogłaś dowiedzieć się o mnie, ale twoja… ekem… matka wymogła na mnie obietnice, że dopiero jak będziesz dorosłą czarownicą mogę ci o tym powiedzieć. Inaczej groziła, że cię zabije. Rozumiesz chyba więc, że nie mogłem tego zrobić. Jesteś zbyt potężna, byś mogła umrzeć i zbyt wielka jest twoja mocnym bym mógł ją stracić. Ufam więc, że mi wybaczysz i przyjdziesz na święta do Riddle Manor. Trzymaj się młodego Malfoy’a. On się tobą zaopiekuje, podobnie jak Severus. Oboje mają o ciebie dbać.

Przyjmij łańcuszek na znak mojego uczucia Księżniczko.

Twój Ojciec Tom.

niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 11


Rozdział XXI ,,Nie wspomnij o tym nikomu"

Ponownie miał ją w swoich ramionach, spojrzał w lustro, przed którym stali. Jej brązowy warkocz tak dziwnie wyglądał na tle jego czarnych szat. Nie wspominając już o jej jasnoróżowej skórze. Ostrożnie musnął jej włosy swoimi ustami i podniósł ją. Nie mógł przecież tak z nią stać, jeszcze ktoś by ich zobaczył. Był pewien, że jej przyjaciele znają hasło do jej kwater. Nie przyszło mu jednak do głowy, że przecież nie mogą tu wejść, nawet jeśli znają hasło. Skrzydło Nauczycieli było przecież niedostępne dla zwykłych Prefektów, dziwnym trafem Severus jednak o tym zapomniał. A nie miał zamiaru rzucać Oblivate na każdego, kto by się dowiedział, że on trzymał ją w swoich ramionach… Choć to było niemożliwe. Ostrożnie więc skierował się w stronę jej sypialni, drzwi otworzył nawet nie wyciągając różdżki. Wystrój jej sypialni przypadł mu do gustu, nie było tu czerwieni, ani złota. Tylko granat i czerń. Gdzieniegdzie pojawiało się i srebro. Dywan koło łóżka był ciemnoniebieski, a pościel czarna, atłasowa. Niemalże identyczna jak jego. Zaczął się zastanawiać, czy tak jej pokój wyglądał tak od razu, czy Gryfonka sama zmieniła jego image. Bo sypialnia zdecydowanie nie pasowała do całego mieszkania. Położył ją na wielkim łożu, a sam przysiadł na jego skraju. Zastanawiał się co zrobić, wybudzić ją, czy może uciec bez słowa. Zdawał sobie sprawę, że to drugie bardziej do niego pasuje. Więc czyż nie mógł tak postąpić? Zauważył, że na małym stoliku przy łóżku leży kawałek pergaminu. Przywołał go do siebie i naskrobał kilka słów.



Nie wspominaj o tym nikomu.

Inaczej, popamiętasz mnie Riddle.

Chcę widzieć Cię dzisiaj w moim gabinecie o 20.00.

SS.

Położył go na poduszce i wyszedł. Spojrzał na zegarek była 9.00. Był już spóźniony. Szlag! Szybkim krokiem skierował się do lochów. Nie miał daleko, zwłaszcza, że skorzystał z kilku skrótów. Już z oddali usłyszał podniesione głosy. Jak zwykle Potter musiał się wydzierać na całego gardło, że też Slughorn musiał akurat wyjechać w pierwszym tygodniu szkoły! Musiał się użerać ze Złotym Chłopcem prawie cztery razy w tygodniu! Jeszcze ich nie widział, a już usłyszał czarujący głos tego idioty.

- Co jej zrobiłeś Malfoy?!

- A co niby miałem zrobić? – zaśmiał się blondyn ironicznie. – Dobrze wiesz, że jest za dobrą czarownicą, żebym ją pokonał od tak sobie dla zabawy.

- Gadaj Malfoy inaczej ja ci coś zrobię! – zagroził Weasley.

Severus westchnął zrezygnowany, założył jednak maskę na twarz i wyszedł zza rogu stając vi za vi z Draconem, który na jego widok wyszczerzył się radośnie.

- 50 punktów od Gryffindoru i tygodniowy szlaban dla pana Pottera i pana Weasley’a. – powiedział swoim jedwabnym głosem przyprawionym jadem, którego nie powstydziłaby się nawet Nagini.

- Za co? – obruszył się ulubieniec Dumbledore’a wlepiając w mężczyzna te swoje zielone oczy.

- Dwa tygodnie panie Potter? – za jego twarzy pojawił się złośliwy uśmiech. – Skoro sobie pan tego życzy. – usłyszał śmiech swoich wychowanków i pełne oburzenia protesty gryfonów. Wystarczyło tylko jedno spojrzenie w ich stronę i zamilkli. – Do klasy! – warknął otwierając drzwi. – Panie Malfoy, pan zostaje. – wysyczał. – Poczekaj chwilę. – rozkazał a sam wszedł do klasy.

Uczniowie zamilkli widząc furię w jego czarnych oczach, co prawda Mistrz Eliksirów zawsze był w złym humorze, ale teraz wydawał się przejść sam siebie. Nie wiedzieli co się stało, czyżby ta kłótnia, go tak wkurzyła? Zaczęli się zastanawiać ślizgoni.

Severus podszedł do biurka i machnął w kierunku tablicy, od razu pojawiły się na niej instrukcje dotyczące ważenia „Amortencji”.

- Dzisiaj będziecie ważyć Amortencję, jest to najprostszy eliksir na szóstym roku, więc nie oczekujcie, że osoba, która nie zrobi go poprawnie będzie mogła dalej się uczyć tego przedmiotu. – tu spojrzał w stronę Pottera i uśmiechnął się złośliwie widząc, że chłopak spuścił oczy. – Tak więc, do dzieła. Strona trzysta pięćdziesiąta czwarta. – Już miał wyjść, gdy zauważył, że Złoty Chłopiec podnosi rękę. To było dla niego szokujące, jeszcze nigdy ten kretyn nie zgłosił się na jego lekcji. – Tak Potter?

- Bo ja i Ron nie mamy książek. – powiedział cicho uparcie wpatrując się w swoje splecione dłonie.

- A dlaczego Znakomitość Hogwartu nie ma książek? Nie sądzę, żeby miał pan problemy natury finansowej. – zadrwił nauczyciel, a kilkoro ślizgonów zarechotało z uciechy.

- Nie zdążyliśmy kupić, to chyba logiczne profesorze! – obruszył się Weasley, który był równie czerwony jak jego włosy.

- Logiczne? – zaśmiał się cynicznie Mistrz Eliksirów. – Nie używaj słów, których nie rozumiesz. Myślę, jednak że pan Potter będzie zadowolony, jeśli będziesz towarzyszył mu przez dwa tygodnie.

Ron już miał coś odpowiedzieć, ale kopniak Harry'ego powstrzymał go od wygłoszenia, kolejnej uwagi.

- Mądre posunięcie panie Potter. – nic nie uszło uwadze Snape’a. – Podręczniki, macie w tamtej szafce. – pokazał im od niechcenia regał zawalony książkami. – Jak wrócę, za 15 minut, każdy ma mieć zrobioną bazę. Inaczej musi się liczyć z tym, że jego dom na tym ucierpi. – mówiąc to załopotał swoimi szatami i wyszedł z klasy.

Dracon czekał na niego oparty o ścianę, jego szaroniebieskie oczy patrzyły tępo przed siebie, nawet nie zauważył, że nauczyciel pojawił się przed nim.

- Draco to nierozsądne z twojej strony tracić kontrolę nad myślami, będąc samemu na korytarzu. – w jego głosie nie było, ani krztyny jadu, jedynie odrobina troski, gdy mówił do swojego chrześniaka.

-Co, och? – blondyn potrząsną głową, jakby chciał odpędzić złe myśli. – Przepraszam wuju, tak jakoś wyszło.

- Draco, nie ma że tak jakoś wyszło. – różdżka starszego czarodzieje znalazła się na gardle młodszego, Smok wystraszony głośno przełkną ślinę. – Pamiętaj, że masz się pilnować, od tego zależy twoje ZADANIE i życie małej Granger.

- Nie twoja sprawa! – zaakcentował chłopak z wyrazem jawnego szaleństwa w oczach.

- Moja Draco, czy tego chcesz czy nie. – syknął wbijając mu różdżkę w grdykę. – A teraz idź sprawdź co z twoją kuzynką. Jakby były problemy to zwolnię was z dzisiejszych lekcji, zrozumiano? – jego pytanie dość retoryczne spowodowało, że gdy tylko wycofał różdżkę, jego chrześniak uciekł tak szybko, jakby mu sam diabeł deptał po piętach.

Severus został sam, spojrzał na zegarek, miał jeszcze dziesięć minut. Nie uśmiechało mu się wchodzić do klasy. Od dawna nie miał tak tępego składu na eliksirach w szóstej klasie, mógł jednak dziękować Merlinowi, że tylko tydzień musiał zastępować Slughorna. Wziął dwa głębokie oddechy i mimo wszystko wszedł do klasy. Zdziwiło, go to, że wszyscy pracują skupieni nad eliksirami. Nawet Weasley mamrocząc coś pod nosem kroił płatki herbacianej róży. Zaczął więc, przechadzać się po klasie. Stanął za Potterem, jego wywar, o dziwo, był PRAWIE idealny, lekko za gęsty, ale na niego to i tak duży sukces.

- Potter, nie uważasz, że twój wywar jest za gęsty? – nie potrafił się powstrzymać od komentarza. Chłopak podskoczył przerażony, przez co prawie nie zepsuł eliksiru. W ostatniej chwili jednak złapał swobodnie, wirujący płatek róży.

- Może odrobinę. – odpowiedział spokojnie chłopak.

- Może odrobinę? – zaczął go naśladować. – Tergeo. – jednym machnięciem różdżki wyczyścił jego kociołek. Potter zaklął pod nosem. – Nie radzę powtarzać tego głośniej. – uśmiechnął się cynicznie i poszedł dalej szukać swoich ofiar. Stanął za przyjacielem Złotego Chłopca, oleista maź o barwie błota nie wróżyła nic dobrego dla gryfona.

- Terego. – kolejny uczeń został pozbawiony zawartości swojej kociołka. – To miała być płynna, jasnoróżowa masa. – wyjaśnił widząc, że chłopak zamierzał otworzyć usta. Szybko je jednak zamknął, widząc zimne błyski w oczach nauczyciela.

Severus spojrzał jeszcze raz w kierunku Złotego Chłopca, jego baza była znośna. Nie miał jednak zamiaru ani go pochwalić, ani ukarać. W końcu to był przyjaciel Gran… znaczy Riddle, nie mógł więc za wiele się nad nimi pastwić, skoro miał zdobyć jej zaufanie. Westchnął w duchu i po raz nie wiadomo który, przeklinał swoją bezmyślność w młodości. Jak mógł przyłączyć się do tej Jaszczurki?! Wiedział dlaczego i ta świadomość była jego największym krzyżem. Skierował się w stronę biurka, miał już dość karania uczniów na tej lekcji. Wystarczy, że musiał się tego ranka dwa razy poprztykać z chrześniakiem i jego kuzynkę, a jego siły już były na wyczerpaniu. Usiadł na twardym krześle i uważnie obserwował uczniów. Potter, Zabini, Lestrange, Larios, Nott, bliźniaczki Patil pracowali w całkowitym skupieniu. Gorzej było z Weasley’em, Brown, i jeszcze kilkoma krukonami. Nie było ani jednego puchona w tym roczniku, ale może to i dobrze? Uśmiechnął się złośliwie pod nosem. Jego myśli powędrowały do spotkania, które niewątpliwe będzie musiał odbyć z pewną, młodą Gryfonką…

Przepraszam ,że musieliście tak długo czekać ale wyjechałam z siostrą w góry i dopiero teraz mam computer, jak się podoba komentować <3 <3 Anastazja Fill